Haktywiści

Cyberpartyzanci i inni przeciwnicy systemu, czyli o współczesnych ruchach protestu, napędzanych przez bezradność i nowe technologie.

Globalny kryzys finansowy, rażąca niesprawiedliwość, nagła utrata dorobku nieraz całego życia, eksmisje czy bieda i bezrobocie z pewnością stały się nie do wytrzymania. Ale przecież te problemy narastały już od jakiegoś czasu, ale nigdy wcześniej nie wywołały tak gwałtownych reakcji, jakie miały miejsce praktycznie na całym świecie. Wystarczy tu wspomnieć o arabskiej wiośnie w krajach arabskich, ruchu Occupy Wall Street w USA czy ruchu oburzonych w Hiszpanii (indignados). Podobne demonstracje miały miejsce także w Islandii, Wielkiej Brytanii, Izraelu, Grecji, ale także w wielu innych krajach.

Z początku masowe media jakby nie dostrzegały tego zjawiska, ale później wraz z innymi obserwatorami: socjologami czy politologami, podchodziły doń sceptycznie bądź nie potrafiły umieścić ich w znanym do tej pory spektrum pojęć nauk społecznych. Niezrozumiała była przede wszystkim natura tych ruchów. Zwykle rodziły się w internecie, na serwisach społecznościowych czy blogosferze, ale zaraz potem organizowały się w realnym świecie, tam jednak ich działania także przypominały te prowadzone w cyberprzestrzeni.

Brak jasno zdefiniowanego przywództwa, ciągłe dystansowanie się od określonych programów politycznych, silne poparcie modelu demokracji bezpośredniej, brak zaufania do dotychczas funkcjonujących struktur państwowych. Nagłe pojawianie się i tak samo gwałtowny zanik. Niektórzy traktowali je jako polityczne flash moby, tymczasowe spotkania w sieci znudzonych i niecierpliwych przedstawicieli klasy średniej.

Ale czy rzeczywiście był to jedynie jednorazowy i przypadkowy wyskok? Czy te masowe protesty skupiające przede wszystkim młodych ludzi to zapowiedź zupełnie nowego sposobu protestu w poszukiwaniu alternatywnego wobec współczesnego kapitalizmu modelu społecznego – jak określa go słoweński filozof Slavoj Żiżek: modelu emancypacyjnego – czy może były to ostatnie podrygi umierającej demokracji?

To, co widzieliśmy w tym okresie, to wynik trzech rozwijających, ale też nakładających się zjawisk. Pierwsze to narastające napięcia w obrębie współczesnych państw, w wyniku globalizacji, gwałtownego rozwoju technologicznego czy hegemonii rynków finansowych prowadzące do wyraźnego spadku zaufania do instytucji państwowych, rozpadu nowoczesnego społeczeństwa na „bogatą” mniejszość i „biedną” większość przy jednoczesnej atrofii klasy średniej. Zbyt silna pozycja nielicznych, ale za to niezwykle bogatych elit prowadzi także do spadku sterowności systemów demokratycznych.

Drugie zjawisko ma swoje źródło w rozwoju wielu praktyk i technik protestu wobec systemu, które oferują nowoczesne technologie, a które swoje korzenie mają w strategiach wykorzystywanych już wcześniej przez hakerów. Trzecie umocowane jest w systemie wartości ceniącym poczucie odpowiedzialność za siebie i za wspólnotę, przekładającego współpracę nad rywalizację czy wewnętrzny rozwój nad gromadzenie bogactwa.

Rewolucja zrodziła się w cyberprzestrzeni
Tak naprawdę protest nie narodził się w2010 r. ani też rok czy dwa lata później, ale istniał i rozwijał się dużo wcześniej. Nie musiał być widoczny, szczególnie w mediach głównego nurtu, tlił się jednak, raz pojawiał się gwałtownie, a raz tylko przenikał chyłkiem i nieśmiało. Ale zawsze starał się przynajmniej na poziomie symbolicznym wyrazić zdecydowaną niezgodę wobec dotychczasowego systemu politycznego.

Jego korzenie tkwią jeszcze w samych początkach cyfrowego świata. Na początku bardziej była to zabawa, nieporadne eksperymentowanie z dopiero co rodzącą się technologią sieci. Niebawem rozmaite techniki, które wykorzystywali m.in. hakerzy, miały się stać bronią w obronie wartości, praw człowieka czy wolności wypowiedzi.

Dlatego natury współczesnych ruchów protestu nie sposób zrozumieć bez zrozumienia logiki działania ruchu hakerskiego. Jednakże jednoznaczne zdefiniowanie, czym tak naprawdę jest ruch hakerów, nie jest wcale łatwe. W potocznej świadomości hakerzy zwykle funkcjonują jako samotni młodzi mężczyźni potrafiący wpatrywać się bez przerwy w ekrany swoich komputerów. Najczęściej widzi ich się jako cyberprzestępców albo pasjonatów programowania, dla których honorem jest włamywanie się do najbardziej strzeżonych komputerów na świecie. Choć prawdą jest, iż odnajdziemy wśród nich zarówno groźnych włamywaczy czy tricksterów bawiących się w ciuciubabkę z establishmentem, to sens hakerstwa zdecydowanie wykracza poza te dwie skrajności.

Hakerem, z jednej strony, jest Kevin Mitnick, który złamał zabezpieczenia w systemie komputerowym doradcy do spraw bezpieczeństwa rządu USA czy włamał się do wewnętrznych sieci takich korporacji, jak: Fujitsu, Motorola czy Nokia, z drugiej zaś – Linus Torvalds, który kierował opracowaniem systemu operacyjnego Linux – funkcjonującego na otwartej licencji. Jak pisze Douglas Thomas w swojej książce Hacker Culture: „[…] narzędzia takie jak telefony, modemy, a nawet komputery zaledwie towarzyszą samej technologii hakerstwa. […] tym, co hakerstwo i dyskurs towarzyszący hakerstwu ujawniają, jest to, że w technologii chodzi przede wszystkim o zapośredniczenie relacji między ludźmi, a ten proces zapośredniczenia stał się po II wojnie światowej coraz bardziej złożony.

Korzenie współczesnych ruchów protestu tkwią w początkach cyfrowego świata. Dlatego ich natury nie sposób zrozumieć bez zrozumienia logiki działania ruchu hakerskiego.
W hakerstwie chodzi przede wszystkim o zrozumienie (i wykorzystanie) tych relacji”. A stąd jest już bardzo niedaleko do haktywizmu. Gabriella Coleman, amerykańska antropolożka i pisarka, która bada kulturę hakerską, definiuję haktywizm jako świadczenie pomocy technologicznej w imię praw człowieka. Można uznać taką definicję za zbyt upraszczającą i ograniczającą. I chociaż rzeczywiście haktywizm wykorzystuje wysokie umiejętności posługiwania się komputerami i programowaniem, to jednak niekoniecznie zawsze przejawia się tylko poprzez zmianę wyglądu stron WWW czy działania infiltracyjne.

Krótka historia cyfrowych ruchów protestu
Protest, niezgoda na działania establishmentu były obecne praktycznie, odkąd komputery stały się bardziej dostępne i pojawił się internet. W 1971 r. Abbie Hoffman odegrał główną rolę wtworzeniu podziemnego biuletynu o nazwie „Youth International Party Line” (YIP). Wpierwszym numerze wyraźnie przeciwstawiał się decyzji rządu USA, aby opodatkować rachunki telefoniczne wcelu pozyskania dodatkowych funduszy na wojnę w Wietnamie. Jego przekaz był jasny: płacenie takiego podatku oznacza, że wspiera się wojnę i okrucieństwo prowadzące do śmierci niewinnych kobiet i dzieci.

Jednak jedno z bardziej znanych działań ruchu haktywistów dotyczyło wsparcia Zapatystowskiej Armii Wyzwolenia Narodowego. Zapatyści to zbrojna grupa działająca głównie w stanie Chiapas, jednym z najuboższych regionów Meksyku. Powstała w 1983 r. i praktycznie od początku swojej działalności nie tylko przeciwstawiała się systemowi politycznemu istniejącemu w Meksyku, ale też dawała wyraźnie znać, że jest przeciwna rozwijającym się procesom globalizacji.

Zapatyści praktycznie od samego początku wykorzystywali nowoczesne technologie, takie jak telefony satelitarne oraz internet. Stanowili tak naprawdę zapowiedź sposobu działania masowych ruchów protestu z 2011 r. Pokazali mianowicie, jak można efektywnie integrować polityczną działalność na styku online i offline. Także ich struktura organizacyjna, otwarta demokratyczna postawa wobec miejscowej ludności, silnie sieciowy charakter zwiastowały zupełnie nowy charakter masowych ruchów społecznych w XXI w. Istotnego wsparcia udzielił zapatystom Elektroniczny Teatr Zakłóceń (Electronic Disturbance Theatre) – grupa założona przez performera i pisarza Ricardo Domingueza. Składała się z hakerów, krytyków kultury i artystów. Członkowie grupy angażowali się w rozwój zarówno teorii, jak i praktyk mających na celu przeprowadzanie aktów protestu bez użycia przemocy. Wykorzystywali zarówno doświadczenie hakerskie, jak i organizowali demonstracje uliczne czy inne działania w przestrzeni miejskiej. Elektroniczny Teatr Zakłóceń stworzył m.in. FloodNet – swoisty zestaw aktów protestu, które miały odpowiednik w rzeczywistym świecie, ale były adaptowane do funkcjonowania w cyberprzestrzeni. Jednym z nich był wirtualny strajk okupacyjny wykorzystujący dobrze znaną wśród hakerów technikę ataku DDos (polega ona na wywoływaniu tak dużej liczby połączeń z wybraną stroną internetową, że ta staje się czasowo niedostępna). W trakcie wielu działań wspomagających zapatystów Elektroniczny Teatr Zakłóceń wykorzystywał go m.in. do blokowania wielu stron internetowych czy serwerów instytucji rządowych Meksyku.

Jesteśmy Anonymous
Najmłodszym dzieckiem haktywizmu jest ruch Anonymous. To organizacja o prawdziwie globalnym zasięgu, mająca swoich członków w wielu państwach na świecie. Mimo że jej członkowie nie dbają o uwagę mediów, to magazyn „Time” uznał ich za najbardziej wpływowych ludi 2012 r. Anonymous jest spadkobiercą wielu dawnych grup i działaczy haktywizmu, ale stosuje wiele nowatorskich i oryginalnych technik istrategii. Jego motto brzmi: „Jesteśmy Anonymous. Jesteśmy Legionem. Nie przebaczamy. Nie zapominamy. Spodziewajcie się nas”, a symbolem jest maska Guya Fawkesa, katolickiego spiskowca z XVII w. Miejscem narodzin ruchu było zupełnie niepozorne, ale jednocześnie unikalne miejsce w sieci – forum 4chan. To tam m.in. narodziły się dobrze znane nam wszystkim memy, które potem zaczęły robić furorę na Facebooku. 4chan było miejscem, gdzie każdy mógł wyrazić swoje zdanie, pozostając anonimowym. To klucz do zrozumienia charakteru ruchu Anonymous, który od początku silnie dystansował się wobec powszechnych i bezrefleksyjnie powtarzanych przekonań i opinii o tym, że prywatność już nie istnieje.Anonimowi wsławili się wieloma akcjami skierowanymi zarówno przeciw ugrupowaniom religijnym o silnym autorytarnym charakterze, jak Kościół scjentologiczny, przedstawicielom ruchów neofaszystowskich, jak i firmom i korporacjom, takim jak np. Mastercard czy PayPal. Tym ostatnim dostało się za zablokowanie przez te firmy płatności dla WikiLeaks – serwisu, który w 2006 r. rozpoczął publikacje często tajnych dokumentów dotyczących nieprawnych akcji rządów czy służb specjalnych. Anonymous zdemaskowali plany np. FBI, i to zanim doszły do realizacji, lub blokowali strony z pornografią dziecięcą.

Współorganizowali i wspierali protesty przeciwko projektom ustaw, jak SOPA, PIPA i ACTA, których wprowadzenie ograniczyłoby znacznie dostęp do informacji i dóbr kultury. Nie tylko stali się jednym z inspiratorów masowych demonstracji, ale także przeprowadzili ataki na korporacyjne i rządowe strony USA, Francji, Polski, Irlandii czy Słowenii. W konsekwencji Parlament Europejski ostatecznie nie ratyfikował tych ustaw.

Podczas arabskiej wiosny czy innych protestów mających miejsce w latach 2010–2012 ruch Anonymous aktywnie wspierał uczestników, hakując rządowe serwisy szczególnie w krajach, w których panowały autorytarne dyktatury, albo przywracał dostęp do internetu tam, gdzie został zablokowany przez administrację rządową.

W poszukiwaniu zrozumienia
Anonymous nie stanowią jednorodnej grupy. Odnajdziemy w niej komputerowych pasjonatów, internetowych psotników czy mocno zaangażowanych społecznie aktywistów. Można w niej także zauważyć wewnętrzne napięcia i konflikty. Różnice zdań dotyczą spraw fundamentalnych: co można robić, a czego nie, kto może to robić, a kto nie. Wyłaniają się nowe odmiany, jak na przykład LucSec – mająca zdecydowanie bardziej radykalny charakter, jeśli chodzi o wykorzystanie technik hakerskich czy też definiowanie celów ataków (na przykład media). Jeden z sieciowych aktywistów Gregg Housh uważa jednak, że siła polityczna takich ruchów jak Anonymous tkwi właśnie w tym, że nie mają centralnego przywództwa i mogą w każdej chwili być dokładnie tym, czym chcą. Rzeczywiście skutecznością swoich działań i ich zasięgiem dowiedli, że mogą mieć naprawdę istotny wpływ na sytuację geopolityczną. Według Gabrielli Coleman Anonimowi to zupełnie nowy rodzaj ruchu społecznego. Nie ma w nim sztywnej organizacyjnej struktury. Przypomina raczej kalejdoskop, który w każdej chwili może przybrać dowolny kształt. Nic dziwnego, że odnajdziemy tam rozmaite nurty – od frywolności do śmiertelnej powagi. To luźna sieć powiązanych ze sobą osób mających różne umiejętności i przekonania.

Czy rzeczywiście hakerzy, a potem też haktywiści stali się swoistą matrycą, która dała punkt odniesienia (może nawet w sposób zupełnie nieświadomy) wielu współczesnym ruchom społecznym? Może nie ma powodu, aby od razu krytycznie odnosić się do ich form działania, braku określonej struktury i wyraźnie zdefiniowanego przywództwa czy też dystansowania się od konkretnych programów politycznych? Może współczesne ruchy protestu swoją formą działania odpowiadają dzisiejszym warunkom technologicznym i społecznym? Przecież środowiskiem, w którym się narodziły, jest sieć komputerowa i nowoczesne technologie, a nie, jak w przypadku dawnych rewolucji, wielkie fabryki i hierarchiczne organizacje.

Dobrze ujmuje to jedna z wypowiedzi grupy haktywistów Critical Art Ensemble: „Zasady kulturowego i społecznego buntu uległy dramatycznym zmianom. Rewolucja technologiczna wywołana przez gwałtowny rozwój internetu i technik inwigilacji stworzyła zupełnie nową geografię stosunków władzy na świecie, której nie można było sobie wyobrazić jeszcze dwadzieścia lat temu. Ludzie zostali ograniczeni do strumienia danych, nadzór funkcjonuje w skali globalnej, umysły są formowane przez wszechobecne media i reklamy. Nowa polityka to polityka wirtualna. Rdzeń politycznego i społecznego protestu musi funkcjonować i rozwijać się w cyberprzestrzeni”.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

 

 

Chcesz należeć do ruchu Anonymous? Wystarczy wejść na stronę i zadeklarować, że zgadzasz się z celami oraz gotowy jesteś nauczyć się wielu technik dbania o bezpieczeństwo swojego komputera i swojej anonimowości.

Najnowsze