Cały czas w pracy

Berlin 2015. Jest upalny sierpniowy dzień. Matylda i Mateusz jedzą śniadanie (każde w swoim domu) i rozmawiają na Skypie.

Matthäus (czyli Mateusz) i Matylda Krzykowski są rodzeństwem. W 1986 r., kiedy Matylda miała cztery, a Mateusz osiem lat wyemigrowali z rodzicami do zachodnich Niemiec. Jako dzieci mieszkali we wspólnym pokoju, na ścianie którego ich ojciec powiesił karton z napisem „M&MLand”. Dziś Matylda dzieli życie między Bazyleę a Londyn, a  Mateusz mieszka w Berlinie i rozmawiają głównie na Skypie. Ich poglądy bardzo często się różnią, ponieważ Mateusz, zajmujący się tworzeniem oprogramowania, jest przedstawicielem świata biznesu i nowoczesnych technologii, a  Matylda, kuratorka sztuki, ma zdecydowanie bardziej humanistyczne i związane z dizajnem wykształcenie. To właśnie podczas tych rozmów kłócą się jak dzieci.

Matylda: Wreszcie udało nam się złapać.

Mateusz: Kolejny miesiąc i kolejne zmiany. Mój startup, Xyo, znowu się przeprowadza. Uznaliśmy, że zamkniemy nasze biuro w Berlinie – część zespołu przeniesie się do Austin w Teksasie, a reszta zostanie w Berlinie i Warszawie.

Matylda: Coraz trudniej za tobą nadążyć. Która to już przeprowadzka? Ciągle się gdzieś przenosimy.

Mateusz: Wiele osób tak pracuje – są tam, gdzie ich laptop.

Matylda: A laptopa możesz zabrać wszędzie. Jasny podział na pracę i życie jest już niemożliwy. Komputer stacjonarny, który stoi w biurze, zastąpiliśmy przenośnym urządzeniem, którego używamy w pracy i poza nią.

Mateusz: Mówisz o konkretnej sytuacji?

Matylda: Chodzi bardziej o to, że dopiero niedawno zdałam sobie z tego wszystkiego sprawę. Coraz rzadziej pracujemy tak jak nasi rodzice, sztywne ramy czasowe przestają obowią- zywać. Lubimy zmieniać pracę, rzadko zostajemy w jednym miejscu przez 30 lat. Jesteśmy elastyczni, może nawet za bardzo. Nie mamy już nawet swojego biurka – pracujemy w domu albo kawiarni. Nie dzielimy już czasu na czas spędzony w pracy i poza nią. Uznałam niedawno, że trzeba to jednak jakoś rozdzielić i zaczęłam używać dwóch laptopów – jeden służy mi do pracy, drugi do rozrywki. Ale nie będę udawać – to nie zawsze się sprawdza.

Mateusz: Wiesz, co w tym wszystkim jest najciekawsze? Różnica pokoleniowa. Do mojej koleżanki przyjechali niedawno rodzice w odwiedziny. Obsługuje międzynarodowych klientów, którzy mieszkają w różnych strefach czasowych, więc pracuje o różnych, czasami naprawdę zwariowanych porach. Zjadła z rodzicami śniadanie, otworzyła laptopa i kompletnie się odłączyła. Jej ojciec nie mógł zrozumieć, że włączenie laptopa jest dla niej równoznaczne z rozpoczęciem pracy, więc ciągle ją zagadywał. Myślał, że skoro jest w domu, nie pracuje i może rozmawiać.

Matylda: To wina naszego pokolenia, że nie rozróżniamy czasu w pracy i poza nią. Brak nam dyscypliny. Nie umiemy już skupić się na jednej rzeczy i doprowadzić jej do koń- ca. Zamiast tego robimy kilka rzeczy naraz i żadnej na sto procent. Do mnie też niedawno przyjechali rodzice w odwiedziny. Wstałam wcześnie, żeby popracować. Śniadanie skończyło się kłótnią, bo nie mogli zrozumieć, że czekając na jajecznicę, zdążę napisać krótkiego mejla, bo wypadło mi coś pilnego. Może to rzeczywiście przesada. Musimy się nauczyć, że nie trzeba być podłączonym do mejla przez cały czas. Może nasze pokolenie musi się trochę cofnąć, żeby się nauczyć, że nie można pracować bez przerwy?

Mateusz: Czyli wychodzi na to, że rodzice mieli rację? Nie rozumiem, dlaczego mówisz, że to nasza wina. To naturalna zmiana pokoleniowa. Nasi rodzice byli pierwszym pokoleniem, które słuchało popu i z tego, co pamiętam, nasz dziadek nie był tym zachwycony. Takich rzeczy nie da się po prostu cofnąć. Żyjemy i komunikujemy się w inny sposób niż nasi przodkowie.

Matylda: Trudno winić starsze pokolenia, że przyzwyczaiły się do systematyczności. My zechcieliśmy być elastyczni. Chcemy pracować w Berlinie, Warszawie, Londynie i kontaktować się z całym światem. Stąd popularność biur coworkingowych, które można wynająć bez długoterminowych zobowiązań.

Mateusz: Nie winię starszych pokoleń. Pogodzą się z tym za kilka lat. Szczególnie ci, którzy pracowali w epoce socjalizmu, są przyzwyczajeni do stabilności, bo bardzo często pracowali w jednym miejscu przez wiele, wiele lat. My chcemy żyć inaczej. Kiedy ze znajomymi wpadniemy na jakiś pomysł, wynajmujemy przestrzeń w biurze coworkingowym i zaczynamy działać. Presja ekonomiczna i zasady dotyczące pracy po prostu się zmieniły.

Matylda: A myślałeś, jak będzie wyglądała nasza praca w przyszłości? Czy będziemy drukować ładowarki do telefonów w 3D, kiedy zapomnimy wziąć ich z domu? Czy będziemy trzymać nasze pliki w czipie na nadgarstku, żeby mieć je zawsze pod ręką? Czy będziemy dzwonić przy użyciu mózgu?

Mateusz: Część z rzeczy, o których mówisz, już działa. Drukowanie ładowarek – jest, wszczepialne czipy – też. Nie wiem, czego tu się bać?

Matylda: Zdaję sobie sprawę ze zmian. Niektórzy przyjmują je z otwartymi ramionami, a inni kwestionują kierunek, w którym zmierzamy. Ja jestem gdzieś pośrodku. Czasami podoba mi się, że we wszystkim, co robię, mogę być elastyczna, ale bywa, że mam tego po prostu dość.

Tłumaczył: Jonasz Tolopilo

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Najnowsze