Czekając na barbarzyńców

Michel Houellebecq zyskał już niemal status proroka w swoim kraju. Jego najnowsza książka Uległość ukazała się we Francji w styczniu ubie – głego roku. Trafiła na półki księgarskie dokładnie wdzień masakry w„Charlie Hebdo”. Wśród ofiar terrorystów znalazł się przyjaciel pisarza Wujek Bernard, czyli Bernard Maris, ekonomista, który kilka miesięcy wcześniej opublikował esej Ho – uellebecq économiste (Houellebecq ekonomista). Gdy do redakcji wkroczyli zamachowcy, „Charlie Hebdo” szykowało właśnie numer z okładką przedstawiającą karykaturę pisarza.

Polski przekład Uległości ukazał się wsamym środku zgiełku wywołanego napływem uchodź – ców do Europy. Polacy, choć niemal żadnego z syryjskich, irackich czy somalijskich uchodź- ców nie widzieli na oczy, wpadli w panikę. Oto do bram naszego chrześcijańskiego kraju zbliżyły się hordy muzułmańskich barbarzyńców z jed – nym tylko w głowie: by gwałcić, sikać w ko – ściołach i zaprowadzać szariat. Lub taki model islamskiej demokracji, jaki prezentuje w swej książce Houellebecq.

Lęk lękiem – może być uzasadniony, jeśli kryją się za nim prawdziwe emocje. I jeśli za tymi emocjami podążają jak gończe psy poli – tycy, by do obaw swoich wyborców dorzucić pokraczne wizje rzeczywistości mające wynieść ich do władzy. Co jednak po władzy zdobytej na instrumentalizacji ksenofobii, kiedy problem jest zupełnie gdzie indziej? Narastająca od lat fala migracji z Południa to dawno przewidziany efekt ekspansji imperium, nowego ładu globalnego, który pod szyldem globalizacji miał przynieść światu „wieczny pokój”, awraz z nim też rosnący dobrobyt.

Lęk lękiem – może być uzasadniony, jeśli kryją się za nim prawdziwe emocje.

Pamiętamy, jak w1989 r. Francis Fukuyama, amerykański filozof, uczeń Hegla i Alexan – dr’aKojève’a, ogłaszał koniec historii. Po upadku komunizmu nic już nie miało zatrzymać marszu liberalnej demokracji poprzez świat. Inny piewca nowego ładu, publicysta „New York Timesa” Thomas Friedman, trochę bardziej realistycznie definiował sytuację: nowy ład ma na imię globali – zacja, jego ideologią jest wolny rynek, za którym stoi niewidzialna pięść armii amerykańskiej. Wsuwając hamburgera z McDonalda, trzeba pamiętać, że wkażdej chwili zza wypasionej buły wylecieć może myśliwiec z McDonnell-Douglas.

Marzenie o wiecznym pokoju skończyło się 11 września 2001 r. Jak pisał słoweński filozof Slavoj Žižek, Ameryka dostała bombogram z informacją o końcu końca historii. Potem historię dobrze już znamy: nielegalna agresja koalicji „chętnych” na Irak, wktórej tak dzielnie sprawowali się polscy żołnierze (znowu zbieg okoliczności – akurat nakręciliśmy się na dys – kusję o uchodźcach, gdy na ekrany kin wszedł film „Karbala” przypominający, że do Iraku pojechaliśmy nie tylko, by umacniać pokój), arabska wiosna, wojny domowe w Libii i Syrii. Przy okazji arabskiej wiosny, zachwycając się „fejsbukowymi rewolucjami”, nie dostrzegli – śmy, że w rewolucyjnych zrywach ważną rolę odgrywały antyzachodnie impulsy.

Gdy do gry na Bliskim Wschodzie włączył się Władimir Putin, wysyłając rosyjskie wojsko, wprasie światowej pojawiły się analizy: czy aby nie zaczęła się III wojna światowa? Antonio Ne – gri, włoski radykalnie lewicowy filozof, twórca koncepcji imperium jako krytycznego opisu idei globalizacji, przekonuje, że raczej należy mówić o globalnej wojnie domowej. Pojęcie suwerenności wywodzące się z ładu, który nastał po pokoju westfalskim w 1648 r., straciło sens. Doskonale widać to na Ukrainie, gdzie działające na zlecenie państwa rosyjskiego „zielone ludziki” walczą z partyzanckimi de facto formacjami działającymi w imię suwerennej nominalnie Ukrainy.

Gdy do gry na Bliskim Wschodzie włączył się Władimir Putin, wysyłając rosyjskie wojsko, wprasie światowej pojawiły się analizy: czy aby nie zaczęła się III wojna światowa?

Wojna to czy nie wojna? Podobnie w Syrii, na pograniczu turecko-iracko-syryjskim, gdzie – choć granice są jasno wytyczone – to trud – niej dostrzec aktorów wydarzeń: Kurdowie, bojownicy Państwa Islamskiego, armia turecka bombardująca to kurdyjskich rebeliantów, to rzeźników z ISIS. Cele bombardowań zmieniają się tak szybko, jak szybko zmieniają się cele polityki. Formalnie wojny nie ma, bo nikt jej nikomu nigdzie nie wypowiedział. Trwają co najwyżej operacje policyjne, których skutkiem jednak zamiast przywrócenia porządku jest coraz większy chaos wypychający miliony ludzi ze swych domów.

Patrzymy wPolsce na tę sytuację ze słusznym przerażeniem. Lecz przecież nie zamkniemy gra – nic i nie otoczymy ich kokonem suwerenności wnadziei, że wten sposób obronimy „nasze kobiety, dzieci iwartości”. Bo wartości, które trzeba by chronić przez zamknięcie przed światem, obronić się nie dadzą. Houellebecq w Uległości o tym właśnie problemie pisze, podobnie jak sto lat wcześniej Kawafis w znakomitym wierszu Czekając na barbarzyńców. Cóż byśmy poczęli bez barbarzyńców? Ich obecność jest jakimś rozwiązaniem. Przynajmniej dla polityków.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Twitter: @edwinbendyk

Najnowsze