Dewiza postępu

Dawno temu płacić można było wszystkim tym, co w danej społeczności miało uznaną wartość – żywnością, narzędziami, tkaninami, bursztynami itd. Po drodze wynaleziono monety, banknoty i czeki, w XX w. wymyślono karty kredytowe, a przed chwilą wprowadzono płatności mobilne i bezstykowe. Jednak mimo technologicznego przeskoku i postępującej digitalizacji najpowszechniejszymi dziś środkami płatniczymi na świecie nadal są metalowe, brzęczące kółka i szeleszczące kawałki papieru o umownej wartości i specyficznym zapachu. Czy prawdziwa rewolucja w świecie finansów dopiero może nadejść?

Zrzut ekranu 2016-02-01 o 15.42.08

 

Michał Mazur: Czy sektor finansowy sam wyznacza trendy, czy tylko za nimi powoli podąża? Czy finansiści nadążają za rozpędzonym postępem technologicznym? A może to użytkownicy hamują tempo zmian? Czy prawdziwa rewolucja w świecie finansów czai się za rogiem?

Artur Nowak-Gocławski: Nagły przewrót w finansach nikomu nie przyniósłby niczego dobrego. Już jeden finansowy meteoryt spadł na Ziemię w 2008 r. – gospodarki wielu krajów nadal dochodzą do siebie po tamtej katastrofie. Znacznie korzystniejsza i bezpieczniejsza dla wszystkich jest ewolucja – niech nawet będzie bardzo szybka, ale pozostanie ewolucją. Kiedyś bardzo przeszkadzało mi to, że świat regulowanych finansów, szczególnie banków, jest taki konserwatywny. Nie reaguje natychmiast na zmiany, bacznie obserwuje i implementuje wybrane rozwiązania. Z czasem jednak zrozumiałem, że właśnie tak musi być – bankowość to krwiobieg światowej gospodarki, jest szczególnie wrażliwa na kwestię zaufania publicznego. Zasady obowiązujące w świecie finansów muszą być sztywniejsze, by gwarantować ludziom bezpieczeństwo materialne, wzbudzać i utrzymywać zaufanie. Ale to wcale nie oznacza, że bankowość ma być oporna na nowe technologie. Przeciwnie – oferowane usługi muszą być zgodne z tym, jak ludzie dzisiaj żyją, ile mają czasu, z jakich urządzeń korzystają, jakie mają potrzeby i jakie wartości wyznają. Mimo popularności gotówki w finansach sporo się zmienia, widać to również w Polsce. W branży pojawił się nowy termin – akurat za nim nie przepadam – „bankowanie”. Kryją się za nim nowoczesne kanały dotarcia, sposób dystrybucji pieniądza itd. Powstają nowe, wygodne aplikacje dające dostęp do kont i wielu innych usług obsługiwanych przez smartfony i tablety. Ich pojawienia się i popularności nie można jednak nazwać rewolucją. Jesteśmy świadkami naturalnej, choć niezwykle szybkiej ewolucji. Nie można mylić tych dwóch pojęć. Radykalna zmiana – wywracania całego systemu finansowego do góry nogami – nie jest nikomu potrzebna, nie jesteśmy też na nią gotowi. Tempo zachodzących zmian jest wystarczające dla obu stron – i tak mocno przyśpieszyliśmy.

W 1661 roku Szwedzi jako pierwsi w Europie wprowadzili do obiegu papierowe banknoty. Teraz jako pierwsi zaczynają z nich rezygnować – wolą używać kart. W miejskich autobusach już się nie przyjmuje gotówki, niektóre oddziały banków przestały się zajmować transakcjami gotówkowymi, na nową gospodarkę zaczęły się przestawiać nawet Kościoły. Czy również w innych krajach możemy się spodziewać zaniku płacenia gotówką?

Pieniądz papierowy jest wypychany przez pieniądz elektroniczny na całym świecie, w różnych krajach odbywa się to tylko w różnym tempie. Dzięki kartom zbliżeniowym właśnie runęła bariera płacenia kartą za drobne zakupy. Za jakiś czas większość ludzi przestanie w ogóle korzystać z gotówki. Myślę, że w przyszłości pieniądz papierowy będzie funkcjonował wyłącznie w szarej strefie i w atrakcyjnym filmowo świecie przestępczym – nigdzie indziej się nie przyda.

Zrzut ekranu 2016-02-01 o 15.41.27

Ludzie odzwyczają się od używania gotówki, ale czy to oznacza, że któregoś dnia świat obiegnie sensacyjna wiadomość, że ostatnia działająca drukarka pieniędzy należąca do któregoś z banków centralnych została odłączona od prądu i trafiła do muzeum? Kiedy zobaczymy ostatni wydrukowany banknot? A może nasz system finansowy jest tak zbudowany, że zawaliłby się bez choćby śladowej ilości gotówki?

Obecnie pewien poziom fizycznej gotówki krążącej w gospodarce – niewielki w stosunku do PKB – musi być utrzymywany. Myślę, że może się to zmienić – ktoś wyjmie wtyczkę ostatniej maszyny drukującej pieniądze z gniazdka pod koniec tego stulecia albo na początku przyszłego. Jednak nawet wtedy, gdy zniknie gotówka, przetrwa ludzka potrzeba lokowania części środków w czymś, co jest materialne. Rola ekwiwalentów pieniądza, takich jak złoto czy diamenty, nie zmieni się.

Nie tylko gotówka zanika – potrzebni przestają być również ludzie o określonych kwalifikacjach. Są zastępowani komputerami i robotami. Przedstawiciele których profesji związanych z finansami jako pierwsi staną w kolejce po nową pracę?

Systematycznie maleje grupa agentów ubezpieczeniowych, doradców finansowych i finansistów sprzedażowych, ponieważ proste ubezpieczenia majątkowe, ochronne czy turystyczne są już oferowane online. Bardziej skomplikowane ubezpieczenia życiowe, o charakterze inwestycyjnym, obarczone większym ryzykiem nadal wymagają spotkania się z agentem, ale już teraz mogę sobie wyobrazić taki scenariusz, zgodnie z którym doradców będzie niewielu, ale za to będą wysoce sprofesjonalizowani. Popatrzmy też na banki – warto zaznaczyć, że formuła oddziału bankowego – taka, jaką znamy dzisiaj – nie ma przyszłości. Większość klientów już do nich co miesiąc nie zagląda. W wielu miejscach, w których powinny się znajdować kawiarnie, księgarnie czy galerie, mieszczą się oddziały banków. Zwłaszcza w Polsce istnieje zbyt wiele placówek. Będą zamykane, a te, które przetrwają, zmienią swoją formułę. Może będzie się w nich koncentrowało wiele różnych usług – np. będzie można w nich kupić nieruchomość, spotkać się z notariuszem, skorzystać z usług bankiera od firm czy kupić złoto. Z oferowania samych usług finansowych oddziały banków nie będą się w stanie utrzymać.

Rozwijać się będą kolaboracyjne modele współpracy, nowe formuły spółek pracowniczych, współwłasność i spółdzielczość.

A których zawodów związanych z finansami jeszcze kilka lat temu nie było, a teraz są potrzebne? Czy są takie stanowiska, o których nie myślałeś, gdy zakładałeś ANG w 2010 roku, a które dziś wydają ci się nieodzowną częścią firmy? Jakie zawody w finansach mogą dopiero powstać? 

Cztery lata temu, gdy powstawała Grupa ANG, nie myślałem o tworzeniu stanowiska dla osoby, która dziś zajmuje się CSR-em, czyli odpowiedzialnością społeczną biznesu. Wartości CSR-u były obecne w organizacji od samego początku, ale nie nazywaliśmy ich w ten sposób. Dzisiaj na pokładzie mam dwóch specjalistów z tej dziedziny. Może jestem idealistą, ale według mnie takie zawody mają przyszłość. Wierzę, że przedsiębiorcy muszą interesować się nie tylko zarabianiem pieniędzy, ale też powodowaniem, by świat był lepszym miejscem do życia. Spoczywa na nas odpowiedzialność, nie możemy czekać, aż państwo samo coś zrobi – to my, przedsiębiorcy, musimy działać. Mamy dostęp do środków, nierzadko określone talenty – to nasza naturalna rola. Obecnie w ANG prowadzimy badania dotyczące potrzeb szkoleniowych. Chcemy zobaczyć, w których dziedzinach ludzie chcą się rozwijać. Nie robimy tego po to, by pracownicy byli bardziej produktywni. Chodzi o ich ogólny rozwój, w humanistycznym znaczeniu. Wierzę w zapotrzebowanie na zawody humanistyczne w finansach – psychologów, socjologów, antropologów. Oni będą mieli co robić – aspekty społeczne w finansach nabierają znaczenia. Myślę, że gdyby prezesi banków najpierw kończyli filozofię, psychologię albo socjologię, a dopiero później studia biznesowe, to byliby w stanie lepiej zrozumieć potrzeby ludzi i lepiej zarządzaliby organizacjami. Kierowanie przedsiębiorstwami będzie zresztą coraz trudniejsze – miękkie kompetencje okażą się nieodzowne. Czasy folwarcznego przywództwa opartego na rozkazach na szczęście się kończą. Ponadto kapitał ludzki staje się kluczową wartością w firmach. Pracownik przestaje być zasobem, a staje się najważniejszym kapitałem. Moim zdaniem rozwijać się będą kolaboracyjne modele współpracy, nowe formuły spółek pracowniczych, współwłasność i spółdzielczość. No i znowu: czy to jest rewolucja? Nie. Zmieniają się wartości. To ewolucja.

Zrzut ekranu 2016-02-01 o 15.41.44

Operatorzy telefonii komórkowej właśnie zacieśniają w Polsce współpracę z bankami i przygotowują się do wprowadzenia usług finansowych. Chcą oferować już nie tylko tzw. wallet, czyli serię aplikacji do korzystania z bankowości mobilnej czy dokonywania płatności przy użyciu smartfona, ale sprzedawać rozmaite usługi. Po które produkty bankowe wkrótce będziemy zaglądać do salonów operatorów komórkowych oraz do tabletów i smartfonów?

Monopol banków na oferowanie niektórych produktów wcześniej zastrzeżonych tylko dla nich się skończył. Możliwe są dwa scenariusze. Zgodnie z pierwszym, urządzenia mobilne to dodatkowy kanał dystrybucji ubezpieczeń, kredytów, kont bankowych itd., ale firmowanych markami współpracujących banków. To nic innego jak zwykła współpraca z podziałem marży, bez mocnego aliansu. Drugi wariant, bardziej prawdopodobny, to znacznie silniejszy, trwały mariaż obu firm. Operator telefoniczny nie zakłada własnego banku – choć właśnie tak może to wyglądać – ale działa w oparciu o licencję banku. Telekom wykreuje usługi finansowe dla swoich licznych klientów, a bank będzie je obsługiwał i – co bardzo istotne – gwarantował ich bezpieczeństwo. Bank będzie świadczył usługi dla operatora komórkowego, ale działał w tle. Klient będzie korzystał z frontowych usług, ale nie będzie musiał mieć bezpośredniego kontaktu z organizacją finansową. Wchodząc do salonu operatora, na stronę internetową czy logując się do aplikacji mobilnej sygnowanej marką telekomu, klient otrzyma informacje o saldzie konta, stanie lokat, kredytów, fakturach do zapłaty etc. Telekom sam będzie kreował, rozwijał i promował dynamicznie zmieniające się produkty bankowe. To, że za kulisami będzie działał ktoś inny, dla klientów nie będzie miało większego znaczenia. Można to porównać do obecnej sytuacji operatorów wirtualnych sieci ruchomych, którzy oferują swoim klientom usługi związane z telefonią komórkową na bazie infrastruktury należącej do innych operatorów telekomunikacyjnych. Ci pierwsi mają pomysł na marketing, dotarcie do klienta, markę i fajne usługi, ale nie chcą budować kosztownej sieci przekaźników itd. Znacznie taniej jest korzystać z tego, co wybudowała już wielka sieć komórkowa. Podobny trend zaczyna być widoczny w finansach – na przykład za nową marką, która oferuje bardzo ciekawe produkty bankowe w USA, wyróżnia się brandingiem i pomysłami na dotarcie do klienta, stoi konserwatywny, poważny bank, strażnik bezpieczeństwa. Wyścig operatorów komórkowych o bankowy świat w Polsce już się zaczął. To będzie duża zmiana na rynku. Ale to nie jest rewolucja, tylko ewolucja.

Czy obecnie znajdujemy się na etapie przejściowym między portfelem mobilnym a czymś, co możemy nazwać portfelem wbudowanym w ciało człowieka? Teraz możemy zapłacić bezstykowo kartą, telefonem, naklejką, specjalną bransoletką z NFC itd. Czy wkrótce do wykonania płatności wystarczy nasza dłoń – z zeskanowanym, niepowtarzalnym układem żył – lub spojrzenie w kamerę przy kasie, która rozpozna twarz i obciąży nasze konto bankowe albo – już niefizyczną – kartę kredytową? Czy nasze ciało stanie się hasłem dostępowym do konta?

Głęboko wierzę w ten trend. Za kilka lat nie będziemy potrzebowali nosić przy sobie żadnych przedmiotów – gotówki, kart, smartfonów etc., by dokonywać płatności. Informacja będzie z nami trwale związana – czy to przez odczyt linii papilarnych, układu żył w dłoni, czy to przez rozpoznawanie tęczówki lub głosu. Jest również możliwe to, że za jakiś czas będziemy mieli wszczepiony w ciało czip. Ziści się wiele scenariuszy filmów science fiction, ale nawet w takich rozwiązaniach nie dostrzegam wielkiej rewolucji.

Czasy folwarcznego przywództwa opartego na rozkazach się kończą. Kapitał ludzki staje się kluczową wartością w firmach, również tych finansowych.

Czy te wszystkie mobilne portfele, aplikacje i mrożące krew w zeskanowanych żyłach weryfikacje tożsamości nie są tylko kolorowymi nakładkami na dwudziestowieczny system finansowy? Może wielki przełom – to, co będziesz mógł uznać za prawdziwą rewolucję – przyniosą cyfrowe pieniądze i wirtualne kryptowaluty? Czy do zrozumienia, co kryje się za tymi dwoma pojęciami, trzeba być co najmniej magistrem ekonomii lub informatyki? A najlepiej jednym i drugim?

Już wyjaśniam różnicę. Cyfrowy pieniądz to nowa, zdigitalizowana wersja pieniądza papierowego – cyfrowy plik o określonej wartości, emitowany przez instytucję do tego uprawnioną. To taka gotówka, ale zapisana w formie zer i jedynek. Użytkownicy aplikacji mobilnej mogą przenosić plik między urządzeniami. Podczas dokonywania płatności cyfrowy pieniądz jest kasowany z jednego urządzenia i zapisywany na drugim. Te pliki o określonej wartości nie są powiązane z kontem bankowym, a jedynie z urządzeniem mobilnym, na którym są gromadzone. Jeśli zgubimy komórkę, to plik przepada – tak samo jak w przypadku gotówki. Przewiduję, że za 5–10 lat cyfrowe pieniądze będą bardzo popularne na świecie.

Zrzut ekranu 2016-02-01 o 15.41.53

Z kolei wirtualny pieniądz, taki jak bitcoin, to zupełnie coś innego, alternatywnego. Wirtualny pieniądz nie jest emitowany przez żadną instytucję finansową. Pochodzi od ludzi zwanych kopaczami, a konkretnie jest dziełem skomplikowanych obliczeń wykonanych przez ich prywatne komputery. Teoretycznie każdy może emitować taki pieniądz. Jeśli coś miałoby wywołać wielką rewolucję w świecie finansów, to być może będą to właśnie kryptowaluty. Choć ja akurat nie wierzę w ten scenariusz. Moim zdaniem kryptowaluty nie staną się środkiem płatniczym na skalę globalną – stwarzają zbyt wiele problemów i nie będą powszechnym pieniądzem elektronicznym.

Szansy na powodzenie kryptowalut nie upatrywałbym na globalnym rynku – na nim są nieprzewidywalne. Wirtualne pieniądze mogą się za to sprawdzić jako waluty lokalne, miejskie, akceptowane tylko na niewielkich obszarach.

Jednak wszystko to, co jest scentralizowane i odgórne, niektórym ludziom wydaje się przeżytkiem. Twórcy wirtualnych walut twierdzą, że chcą uwolnić ludzi od niewoli banków i rządów. Czy wbrew temu, co mówią, decentralizując kontrolę nad pieniądzem, nie da się ożywić gospodarki?

Założenia brzmią pięknie i kusząco, ale są niewykonalne. Myślę, że zamiast opierania światowej gospodarki na kryptowalutach, które charakteryzują się wielką niestabilnością, lepiej zająć się naprawą tych elementów obecnego systemu finansowego, przeciwko którym ludzie się buntują. Problem polega na tym, że świat finansów oderwał się od swojej misyjności i zbyt mocno uwierzył w słowa neoliberalnego ekonomisty Miltona Friedmana: „społeczną odpowiedzialnością firm jest (tylko) pomnażanie zysków”. Dzisiaj ludzie coraz częściej dostrzegają zarówno to, że misja społeczna nie jest już przez banki pełniona, jak i to, że obieg pieniądza generuje zbyt wysokie koszty. Stąd powstają alternatywne rozwiązania takie jak kryptowaluty. Ale nie tędy droga. Musimy pracować nad tym, by świat finansowy wrócił do pełnienia swej misji. Banki czy towarzystwa ubezpieczeniowe nie mogą być tylko typowymi, komercyjnymi firmami – muszą być czymś więcej. Trzeba się nauczyć oceniać firmy nie tylko przez pryzmat wyników ekonomicznych. Kluczowym słowem jest tutaj „służebność”, rozumiana jako podległość i zależność społeczna.

Zrzut ekranu 2016-02-01 o 15.41.59

Czyli wirtualne waluty nie mają szans na znalezienie dla siebie miejsca w sformalizowanym świecie finansów?

Szansy na powodzenie kryptowalut nie upatrywałbym na globalnym rynku – na nim ich wartość jest nieprzewidywalna. Moim zdaniem wirtualne pieniądze mogłyby doskonale się sprawdzić jako waluty lokalne, miejskie, akceptowane tylko na niewielkich obszarach. Takie rozwiązanie wpisałoby się w trend podkreślania lokalnej tożsamości w zglobalizowanym świecie. Potrafię sobie wyobrazić, że miasto emituje wirtualną, lokalną walutę jako alternatywę dla oficjalnej waluty krajowej. Mieszkańcy danego miasta mogliby nią płacić za towary i usługi oferowane na danym obszarze. Ktoś zapłaci za fryzjera, fryzjerka zapłaci w sklepie za zakupy, właściciel sklepu kupi za to paliwo na lokalnej stacji itd. Emisja i obieg wirtualnego pieniądza nie generują wysokich kosztów – to jedna z jego głównych zalet. Gdyby kryptowaluty sprawdziły się jako projekty komunalne, dopiero wtedy można by pomyśleć o zwiększeniu skali. Próby w Europie już zostały podjęte.

Jeśli trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał świat – również ten finansowy – za 30 czy 40 lat, to czy warto inwestować w dzisiejsze długoterminowe instrumenty finansowe? Może nie warto dziś finansować budowy maszyn parowych?

Nawet przy założeniu, że wiele się przez ten czas zmieni, to nie wiadomo, co i w którą stronę ewoluuje. Jednak ta niewiadoma nie zwalnia nas z konieczności zabezpieczania się na przyszłość. Jeżeli zmiana nastąpi, to za nią podążymy. W nie tak znów odległym czasie nie było ani akcji giełdowych, ani towarzystw funduszy inwestycyjnych, ale na razie nic nie wskazuje na to, by w przyszłości miałoby ich nie być. Produkty finansowe mogą się diametralnie zmienić, ale pewne jest to, że zawsze będzie istniał jakiś ekwiwalent pieniądza. O tym, czy będzie on złoty, papierowy, cyfrowy, czy wirtualny, przekonamy się w przyszłości. Pewne jest również to, że warto budować kapitał w różnej postaci i korzystać z tych narzędzi, którą są dostępne obecnie. Wierzę, że oszczędzanie może być też przyjemnością, dlatego w tym roku po wakacjach w naszym G’ANG-u, czyli Grupie ANG, pojawi się nowy projekt. Chcemy zainspirować ludzi do snucia marzeń oraz do tego, by gromadzili środki na ich realizację. W świecie Mimpi.pl prawdziwe oszczędzanie będzie zabawą i nie zmienią tego nawet poważne miny – ani moja, ani moich koleżanek i kolegów ze współpracujących z nami banków, którzy będą dbać o to, by świat nie tylko się nie wywrócił, ale z każdym dniem stawał się lepszy.

www.grupaang.pl

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Artur Nowak-Gocławski:

Przedsiębiorca, od 20 lat związany z branżą finansową, głównie z bankowością, od kilku lat również z nowymi technologiami. Zwolennik społecznościowego podejścia do budowy kultur organizacyjnych i społecznej odpowiedzialności biznesu. Szef Grupy ANG SA, pomysłodawca i współzałożyciel ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych, szef Erudion sp. z o.o. – firmy propagującej ideę otwartej i zaangażowanej komunikacji w biznesie, szef Black Rose Finance sp. z o.o. – firmy zajmującej się wsparciem małych, nowo powstałych przedsiębiorstw – oraz założyciel i szef Fundacji „Będę Kim Zechcę“, zorientowanej na wyrównywanie szans młodych ludzi.

Najnowsze