Dom, który rozumie

Stoi w środku lasu, jest zbudowany z drewna, ma minimalne zużycie energii i niezależnie od pogody utrzymuje stałą temperaturę. Jedziemy do podwarszawskiego Raszyna w poszukiwaniu domu idealnego.

W ścianie frontowej ukryty jest wjazd do garażu.

Ponad połowa ścian w budynku jest przeszklona. Wszędzie zainstalowano system przeszkleń trzyszybowych.

Do budowy drewnianych prefabrykowanych elementów, z których wykonane są ściany, użyto drewna świerkowego importowanego z Niemiec. Dodatkowym izolatorem jest wełna mineralna.

Ultimate Responsive Image Slider Plugin Powered By Weblizar

Do domu energooszczędnego położonego w lesie nieopodal podwarszawskiego Raszyna prowadzi grząska, błotnista ścieżka. Po drodze mijamy dwie niedokończone budowy. Już na pierwszy rzut oka widać, że zaplanowano je z dużym rozmachem. Nie inaczej jest z budynkiem, który przyjechaliśmy obejrzeć – powierzchnia 330 mkw. robi wrażenie. Z tą tylko różnicą, że wygląda na prawie gotowy.
– Postawienie domu zajęło nam nieco ponad trzy miesiące. Specjalnie używam słowa „postawienie”, bo ciężko mówić o budowie. Nasze domy budujemy z elementów prefabrykowanych, które tworzymy od podstaw w hali produkcyjnej. Gotowe elementy przywozimy na miejsce i montujemy – opowiada nam Kamil Kępa z firmy Tadeks, która od ponad 26 lat zajmuje się budową domów energooszczędnych i pasywnych. – Widzieliście po drodze nieskończony dom sąsiada? Jego budowa trwa już kilka lat. Właściciel wybrał tradycyjną metodę, buduje dom murowany. I żeby nie było wątpliwości – nie ma ograniczeń finansowych.
Kiedy Tadeks zaczynał działalność, tylko nieliczni w Polsce wiedzieli, czym jest budynek energooszczędny albo pasywny. Założyciel firmy Tadeusz Małczak, który jest teściem Kamila, wyjechał pod koniec lat 80. do Niemiec, żeby pracować na budowie. Tam po raz pierwszy zetknął się z technologią ciężkiego prefabrykatu drewnianego, którą nasi zachodni sąsiedzi od lat wykorzystują do stawiania budynków energooszczędnych. Twórcą koncepcji domu pasywnego był zresztą Niemiec Wolfgang Feist, a pierwszy budynek tego typu powstał w niemieckim Darmstadt. Technologia prefabrykatu zafascynowała Tadeusza Małczaka na tyle, że postanowił sprowadzić ją do Polski. W 1995 r. założył firmę Tadeks, która od tego czasu wybudowała kilkaset domów na terenie Europy. – Na początku to była malutka firemka. Ojciec miał niewielki zakład w naszej rodzinnej Przystajni pod Częstochową, a w nim podstawowe maszyny i trzech, czterech pracowników – mówi Karolina, córka pana Tadeusza. – Dzisiaj to potentat na Polskę. Zresztą nie tylko, bo nasze domy powstają w całej Europie – uśmiecha się z dumą.

Cały budynek to izolacja
Czym właściwie różni się dom budowany z prefabrykatów od tradycyjnego? – W uproszczeniu wszystko polega na tym, że zamiast stawiać dom murowany, prefabrykujemy szkielet, czyli przygotowujemy gotowe ściany, stropy i dach, oraz stolarkę okienną i izolację. Najczęściej w drewnie, ale akurat w przypadku tego domu po raz pierwszy zastosowaliśmy elementy stalowe, które wypełniliśmy drewnianymi ścianami. W efekcie powstaje konstrukcja, która ma bardzo niskie zapotrzebowanie na energię. Jest ekologiczna i ekonomiczna – tłumaczy Kamil. Razem z Wojtkiem, fotografem, patrzymy na siebie sceptycznie. Drewniany dom o powierzchni ponad 300 mkw., który nie potrzebuje dużego nakładu energii? Kamil wyczuwa nasze powątpiewanie. – Jakby się zastanowić, właściwie cały budynek to jedna wielka izolacja. Dzięki temu uzyskujemy bardzo niski współczynnik przenikania ciepła – uśmiecha się na widok naszych niepewnych twarzy. – Chodźcie, wszystko wam wytłumaczę.
Jeśli chcemy wybudować budynek energooszczędny, musimy zacząć od podstaw. – Nasze budynki nie są zbudowane na fundamentach, tylko na płycie fundamentowej. Płyta pełni rolę monolitycznego elementu, który izoluje budynek od spodu i na krawędzi. To dlatego, że domy energooszczędne muszą być bardzo szczelne. W takim budynku nie może być żadnego miejsca, przez które mogłoby uciekać ciepło – tłumaczy Kamil. – Na przykład tutaj od spodu mamy 35 cm izolacji, a w dachu nawet 40 cm. W środku zamontowaliśmy potrójne szyby i ciepłe ramy aluminiowe. Oprócz tego do budowy dachu nie użyliśmy zwykłej papy, tylko membrany PCV sprowadzanej z Norwegii. Dzięki temu wszystkiemu dom zachowuje stałą temperaturę.

Wchodzimy do środka, gdzie grupa robotników pracuje w koszulkach z krótkim rękawem. Wprawdzie na zewnątrz dzisiaj jest kilka stopni na plusie, ale jeszcze trzy dni temu było minus  15.
– Wtedy też pracowaliśmy w T-shirtach. Sami nie mogliśmy w to uwierzyć – śmieje się kierownik budowy. Nigdzie jednak nie widzimy kaloryferów. Kamil pokazuje nam miejsce za budynkiem, gdzie wykopane są pionowe odwierty. – Każdy z nich ma głębokość 120 m i zakończony jest wężownicą. Generują ciepło i prowadzą je do pompy cieplnej, która zasila cały budynek – tłumaczy. Ogrzewanie jest tylko podłogowe. Dodatkowo przed domem zainstalowana jest czujka, która mierzy temperaturę na zewnątrz i dostosowuje do niej piec. To właśnie dlatego w środku zawsze panuje podobna temperatura, niezależnie czy zimą, czy latem.
– Tak powinno się budować domy. Nie muszę się o niego martwić, regulować kaloryferów ani dorzucać do pieca. Chodzi o to, żeby dom dostosowywał się do mnie, a nie na odwrót. Żeby rozumiał moje potrzeby – tłumaczy Kamil.

Zapotrzebowanie rośnie
Kto w Polsce zainteresowany jest budową domu w takiej technologii? – Mamy klientów z całej Europy, może tylko poza ścianą wschodnią. W większości są to ludzie, którzy, podobnie jak mój tata, mieszkali kiedyś za granicą. Tam zobaczyli domy energooszczędne i postanowili wybudować podobny dla siebie – opowiada Karolina. Niekoniecznie wszyscy są bardzo zamożni, większość projektów to domy małe lub średniej wielkości. Jedni wiedzą dokładnie, czego chcą, inni są bardziej podatni na sugestie, ale łączy ich jedno: zainteresowanie energooszczędnością. – Od tego zależy, czy współpraca będzie udana. Niektórzy chcą wybudować sobie drewniany domek, bo myślą, że będzie tani. W takich przypadkach od razu wiemy, że nic z tego nie będzie. Właściciel budynku, w którym stoimy, bardzo długo mieszkał w Niemczech, tam zainteresował się domami pasywnymi. Wystarczyło nam jedno spotkanie, żeby się dogadać. Od razu wyczuliśmy, że się rozumiemy – dodaje.
Nie ma też czegoś takiego jak typowy zrealizowany projekt. Każdy budynek jest inny i tworzony na zamówienie. – Zanim zabraliśmy się do etapu montowania tego domu, przez kilka miesięcy siedzieliśmy nad projektem konstrukcyjnym. Razem z naszą ekipą inżynierów wymyślaliśmy wszystko od początku: jakie elementy zamontować, jakie powinno być obciążenie statyczne, jakie dobrać ogrzewanie – tłumaczy Kamil. W Norwegii w technologii prefabrykatu powstaje 80 proc. nowych budynków, w Niemczech – 30 proc. Dlatego duża część domów wybudowanych przez Tadeks powstaje za granicą. – W Polsce ludzie myślą krótkofalowo, chcą postawić dom jak najmniejszym kosztem. Nie zastanawiają się nad tym, ile będzie kosztować jego utrzymanie – mówi Karolina. – Ale to powoli się zmienia. To jeszcze nie jest popularna technologia, ale zapotrzebowanie na polskim rynku rośnie. Coraz mniej budujemy za granicą, a coraz więcej u nas.
Według przepisów unijnych od 2020 r. wszystkie nowo powstające budynki w Europie będą musiały spełniać standardy budynków pasywnych. Oznacza to, że będą musiały mieć prawie zerowy poziom zużycia energii, która dodatkowo musi pochodzić w większości ze źródeł odnawialnych i być wytwarzana w okolicy budynku. – My spełniamy te standardy od ponad 25 lat – mówi z dumą Kamil. Dlatego wygląda na to, że wkrótce Tadeks będzie mieć pełne ręce roboty.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Zobacz też

Najnowsze