Energia przyszłości

Polska jest krajem ciekawym i wyjątkowym pod wieloma względami, co stara się szczególnie eksponować obecny rząd. Jednym z najważniejszych aspektów jest polska miłość do węgla, głównego paliwa systemu energetycznego. Od czarnego i brunatnego złota jesteśmy uzależnieni jak żaden inny kraj – nawet Republika Południowej Afryki i Chiny w mniejszym stopniu polegają na tym surowcu. Czy to źle?

Bardzo źle, z wielu powodów. W detalach analizuję je w książce Polski węgiel wydanej pod koniec ub.r. przez Krytykę Polityczną. Przeciwko węglowi mówią liczne argumenty środowiskowe: spalanie tego surowca będzie coraz droższe ze względu na międzynarodową politykę ochrony klimatu i związane z nią koszty emisji dwutlenku węgla, już jednak płacimy zdrowiem – polskie miasta mają najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie, a głównym sprawcą są domowe piece.

Argumenty ekonomiczne, najpełniej zebrane przez Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych w raporcie Polski węgiel. Quo vadis?, prowadzą do jednoznacznego wniosku: uporczywe utrzymywanie tego sektora gospodarki oznacza konieczność dopłacania do każdej wyfedrowanej tony. O wiele większy sens miałoby zachowanie tego, co zostało na przyszłość– w roli surowca chemicznego. Przeciwko węglowi przemawiają argumenty geologiczne: jest słabej jakości, ukryty w coraz trudniej dostępnych pokładach.

Tyle wiemy, ciągle jednak przekonujemy się o nowych aspektach węglowego monopolu. Latem ub.r. po raz pierwszy od upadku komunizmu trzeba było ogłosić w Polsce XX stopień zasilania. Co się stało? Zabrakło prądu? Nie, zabrakło wody. Wielkie elektrownie systemowe potrzebują jej do wytwarzania pary i do swych chłodnic. Zapomnieliśmy, że nasz kraj ma najmarniejsze w Europie zasoby wód powierzchniowych.

Tak jest dziś, jaka więc przyszłość? Czy rzeczywiście będziemy, jak zapowiada rząd, tkwić przy węglu, od którego nawet Chiny odchodzą w przyśpieszonym tempie? W programie odpowiedzialnego rozwoju przedstawionym przez Mateusza Morawieckiego, można przeczytać ciekawe zapowiedzi, że będziemy rozwijać polski potencjał geotermalny, energetykę obywatelską i źródła niskoemisyjne. Zupełnie jak w folderze promującym zieloną transformację.

Szczegółów na razie brakuje, więc trudno oceniać realność zapowiedzi niskoemisyjnej modernizacji polskiej energetyki. Dostarcza ich jednak życie – geotermalny projekt ojca Rydzyka otrzyma 26 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Problem w tym, że – jak mówią geologowie – najlepszym sposobem wykorzystania tej kwoty na produkcję ciepła byłoby jej spalenie. Jeśli mają rację, nie będzie to pierwszy polski przypadek „zimnej” geotermii.

Podaję te przykłady nie po to, żeby się wyzłośliwiać – są one dobrą ilustracją, że przyszłość nie jest w żaden sposób zdeterminowana. W przypadku energii dostępne technologie to tylko jeden z elementów. Sposób ich wykorzystania zależy jednak w największym stopniu od kwestii politycznych. Rację miał bowiem Włodzimierz Lenin, gdy mówił, że socjalizm to elektryfikacja plus władza Sowietów. System energetyczny to podstawowa infrastruktura cywilizacyjna umożliwiająca funkcjonowanie społeczeństwu. Jego kształt zależy od gry interesów różnych aktorów: grup kapitałowych, grup zawodowych, sił politycznych. Z kolei kształt systemu sprzyja trwałości konkretnego modelu polityczno-gospodarczo-społecznego.

Zapowiadana przez Mateusza Morawieckiego modernizacja wymagałaby świadomej decyzji politycznej polegającej na osłabieniu węglowego monopolu, a tym samym ważnego dla systemu władzy zaplecza. Rozproszenie źródeł energii na podobieństwo internetu niewątpliwie mogłoby sprzyjać demokratyzacji społeczeństwa, podobnie jak internet sprzyja demokratyzacji debaty publicznej. To wszystko pod warunkiem jednak, że upowszechnieniu nowych technologii towarzyszyć będzie rozwój nowych, demokratycznych form organizacji produkcji, np. spółdzielni skupiających lokalną społeczność wokół biogazowni czy elektrowni słonecznej.

Bez takiej równoległości procesów modernizacji technologicznej i organizacyjnej dojdzie do przejęcia kontroli przez najsilniejszego gracza – kapitał. Przykładów dostarcza internet, gdzie obiecująca sharing economy uległa uberyzacji (od Ubera), czyli monopolizacji przez pojedyncze platformy wymiany. Jak widać, nie jesteśmy skazani na węgiel, ale też nie jesteśmy skazani na energetyczną rewolucję, której piewcą jest Jeremy Rifkin zapowiadający integrację internetu i systemów wytwarzania oraz dystrybucji energii. Lub inaczej, rewolucja prędzej czy później się wydarzy, od dziś podjętych decyzji zależy, do jakich rezultatów w Polsce doprowadzi i kto na niej najbardziej skorzysta.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Zobacz też

Najnowsze