Jak brzmi technologia?

Work With Sounds od dwóch lat archiwizuje dźwięki maszyn, które wyszły z użycia lub za chwilę odejdą w niepamięć. W europejskim projekcie udział bierze także Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie. Wszystkie zarejestrowane dźwięki można swobodnie pobierać, przerabiać i używać ich według własnych potrzeb.

Najwięcej zamieszania było z samobieżną lokomobilą parową – pracownicy Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie potrzebowali aż czterech godzin, by uruchomić pojazd, który wyglądem przypomina współczesne traktory. Lokomobila ze Szreniawy to jedyne takie urządzenie w Polsce, które wciąż jest na chodzie.

Wyprodukowana została w 1919 r. w zakładach H. Cegielskiego. Budowa: czterokołowe podwozie, kocioł parowy płomieniówkowy z przegrzewaczem pary, wiszące palenisko skrzynkowe, dwucylindrowa maszyna parowa o mocy 35–40 KM. Lokomobila zużywała dziennie ok. 500 kg węgla i 3 tys. litrów wody. Ale jakie wydawała odgłosy? – Właśnie o takie dźwięki chodzi. Zbieramy je, by przetrwały – mówi Monika Widzicka z Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, kiedy spotykamy się w Bieszczadach podczas nagrań w lokalnym browarze. – Pomysł na Work With Sounds (WWS) zrodził się trzy lata temu. Głównym pomysłodawcą było Muzeum Pracy w Norrköping w Szwecji. Nasz sposób myślenia o tych nagraniach i sposób ich archiwizowania wynikają z niedosytu archiwów dźwiękowych i odgłosów maszyn oraz techniki.

Pomysł dopracowano w środowisku WorkLabu –  zrzeszenia europejskich muzeów pracy. Polaków do projektu polecili Słoweńcy. Od 1 września 2013 r. nagrano ponad 600 dźwięków pracujących maszyn (każdemu dźwiękowi towarzyszy dokumentacja filmowa) – od kół młyńskich z początku XIX w., przez maszyny drukarskie, telefony, telegrafy i różnego rodzaju silniki z XX w., aż po sprzęty kuchenne. – Nie wszystkie dźwięki wprowadzane do bazy są nagrywane ze śmiertelną powagą – przyznaje Monika Widzicka. Na przykład w okresie Bożego Narodzenia rejestrowano odgłosy związane ze świętami, np.: ścinanie drzewka.

– W internecie znajdujemy mnóstwo dźwięków, ale – patrząc z muzealniczej perspektywy – często nie wiemy, co to są za dźwięki, skąd pochodzą, jakie to były urządzenia, jakie czynności wykonują, czy są zrekonstruowane, czy oryginalne, w jakich warunkach pracowały itd. Brakuje zwykle mery- torycznego opisu – opowiada Monika Widzicka podczas przerwy w nagrywaniu odgłosów ponad 3000-litrowego kotła, w którym zagotowany słód piwny miesza się z chmielem. – Założeniem projektu było więc też zebranie informacji i po- wiązanie dźwięku z możliwie wyczerpującym opisem. Chcemy, by były one wiarygodne, miały swój kontekst i dostarczały maksymalnie dużo danych osobom, które będą z nich korzystać. Informacje od twórców, którzy do swoich działań artystycznych i naukowych użyli nagranych odgłosów technologii, przychodzą z całego świata. – Z tych naszych wykorzystane zostały odgłosy historycznych tramwajów oraz dźwięki z ludwisarni – to jeden z bardziej nietypowych dźwięków i nie spodziewałam się, że znajdzie zastosowanie – mówi Widzicka. Odlew dzwonu w formie jest zakopywany w ziemi, tam stygnie, a na powierzchnię wysypywany jest węgiel drzewny, który się tli i charakterystycznie strzela. – To właśnie ten dziwny, delikatny dźwięk inspiruje ludzi w różnych zakątkach globu. Muzealnicy zbierają dźwięki nie tylko w ramach ochrony dziedzictwa technicznego, ale również narodowego, bo przecież każdy z krajów ma swoje tradycje przemysłowe. Dla Szwedów ważne było nagranie odgłosów związanych z przemysłem drzewnym, muzeum w Dortmundzie rejestrowało dźwięki związane z produkcją w Zagłębiu Ruhry. Polski zespół skoncentrował się na dźwiękach małych warsztatów rzemieślniczych – od cholewkarzy i zegarmistrzów przez drukarzy aż po rękawiczników.

Muzea zbierają głównie przedmioty i w większości są to obiekty niedziałające, a więc nieme. A nawet jeżeli działają, to często nie ma na miejscu nikogo, kto potra łby je obsłużyć. W samych pracowniach, fabrykach i warsztatach też coraz ciężej znaleźć naprawdę stare i wciąż działające maszyny. W takim sensie projekt WWS przypomina wyścig z czasem i nie zawsze wyścig ten udaje się wygrać – część planów się nie powiodła. – Nie zdążyliśmy nagrać dźwięków kolejowego mostu zwodzonego w Szczecinie – mówi zawiedziona Monika Widzicka. – Kiedy się o nim dowiedziałam, był już modernizowany. Wcześniej był podnoszony mechanicznie, nie było tam grama elektroniki, technika była z początków XX w. Dziś nadal działa, ale jest naszpikowany technologiami i to nie będzie dźwięk tego mechanizmu, na którym nam zależało. Spóźnili się też do fabryki zapałek w Częstochowie. Produkcja stanęła dosłownie kilka miesięcy wcześniej. – Był to jedyny zakład w Europie, który pracował na maszynach z lat 30. ubiegłego wieku – wyjaśnia Widzicka. – Być może fabryka jeszcze ruszy, ale w tej chwili jest to dźwięk niedostępny.

 

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Najnowsze