Jak uczyć projektantów

Socjolożki, uczą adeptów projektowania wrażliwości społecznej. Poruszają się w szerokim polu designu: jedna bada nowe role projektantów, druga poszukuje innowacji społecznych. Obie dotykają dwóch końców tego samego procesu – przyglądają się sposobom funkcjonowania designerów na rynku zarówno od strony jego potrzeb, jak i efektów tej obecności.

Agata Dąbrowska: Po co projektantom socjologia, a socjologom design?

Agata Nowotny: Design stał się ukrytym wzorcem społecznym, modelem działania. Natomiast sam temat designu w socjologii jest jeszcze niewyeksploatowany. Pojawia się w kontekście refleksji nad kulturą wizualną, a moim zdaniem design jest bardziej o kompetencjach i działaniach, o sprawczości.

Monika Rosińska: Klasyczna socjologia nie ma obszaru ani narzędzi, aby się designem zajmować. Dopiero tzw. kłopotliwe suplementy socjologii, czyli socjologia przedmiotów, emocji czy ciała, umożliwiły refleksję nad samym designem. Staram się rozbudzać w studentach wyobraźnię socjologiczną, w klasycznym millsowskim rozumieniu: uwrażliwiania na zjawiska społeczne, dostrzegania ich kontekstu. Uczę dociekania złożoności faktów społecznych. Socjologiczna optyka umożliwia dekodowanie, redefinicję pewnych klisz.

A co z badaniami społecznymi? Często traktuje się je instrumentalnie, jako potwierdzenie tego, co już wiemy. W opozycji do intuicji, na którą wciąż powołuje się wielu projektantów – jako olśnienie, które przychodzi z zewnątrz.

A.N.: Szalenie ważny jest inspiracyjny walor badań. Intuicja traktowana jest jak proteza wiedzy, a badania stanowią niejako modernistyczną nogę wiedzy pewnej, udowodnionej, akademickiej. Jednak projekty, które powstają na bazie suchych socjologicznych raportów z badań, są często uproszczone – nie czuć, że wyrastają ze świata. Badania jakościowe, którymi się zajmujemy, często są zintegrowane z procesem projektowym i służą raczej jako inspiracja niż weryfikacja rzeczywistości. Dajemy projektantom narzędzia do zbliżenia się do świata ludzi, dla których projektują.

_MG_0292 _MG_0281_1

M.R.: Interesuje mnie eksperyment, otwartość możliwa w badaniach dla designu. Obłaskawianie sytuacji, w której pojawia się strach, że z badań „nic nie wyjdzie”, a klient zainwestował pieniądze i oczekuje twardych danych mówiących, jak wygląda rzeczywistość. Ważniejsza jest raczej umiejętność wyciągania wniosków niż modelowo zaprojektowane badanie.

A.N.: Dlatego konieczna jest bliska współpraca projektanta z badaczem. Badacz musi mieć podstawowe wyczucie, czym jest projektowanie, a designer musi być częścią badań. Projektant nie może dostać materiału badawczego i pozakreślać sobie, co mu odpowiada. Potrzebna jest zarówno wyobraźnia socjologiczna, jak i intuicja. Projektant nie musi znać fachowego słownictwa i naukowych teorii. Dlatego zamiast rozliczać studentów z suchej teorii, sprawdzam, czy uczą się w procesie. I czy zadają pytania w taki sposób, by uzyskane odpowiedzi były dla nich pożywką projektową. By karmiły wyobraźnię, rozwijały.

M.R.: Takie podejście w zasadzie znosi podział na twarde badania i miękką, nieuchwytną intuicję. Naszą rolą jest wspieranie, rozwijanie tego dialogu. I podważanie stereotypów.

Razem z Jolą Starzak, architektką, prowadziłyśmy w School of Form projekt związany z targowiskiem. Punktem wyjścia było potraktowanie poznańskiego Rynku Jeżyckiego jako mikrosystemu rządzącego się specyficznymi regułami. Zachęcałyśmy do różnorodnych form poszukiwań: wywiadów, fotografowania, mapowania przestrzeni. Powstały swoiste miniatury etnograficzne – jedna z grup stworzyła projekt „Potargaj się”, który wspierał relacje pomiędzy rynkiem a lokalnymi restauracjami. Badanie rzeczywistości i projektowanie było jednym, integralnym procesem.

Jak projektować edukację ukierunkowaną na proces? I co wy czerpiecie z tego procesu? Czego się uczycie?

A.N.: Odchodzenia od oświeceniowego paradygmatu, od encyklopedyzmu, czyli założenia, że jest jakaś określona suma wiedzy, którą można umieścić na skali. Personalizuję zadania edukacyjne: układam je tak, by dostarczały doświadczeń inspirujących dla projektanta. Często nie wiem, co może być treścią tego doświadczenia, bo każdy jest osobną jednostką i inaczej doświadcza złożonego świata. Na wydziale Fashion Design w School of Form zadałam studentom pytanie: „Czego chcą ubrania?”, parafrazując Mitchellowskie: „Czego chcą obrazy?”. Okazało się, że ubranie mniej chce być noszone, a bardziej zadbane, niezapominane, niewymięte. W studentach uruchomiła się niezwykła empatia wobec przedmiotu, szacunek dla materii, wykonania. Inaczej zaczęli spoglądać na to, co i jak projektują.

Ludzie najczęściej nadal widzą w projektantach twórców rzeczy ładnych i funkcjonalnych, ale współczesne projektowe rozwiązania znacznie wykraczają poza paradygmat funkcji i formy. Design nie tylko tworzy obiekty, ale projektuje też sieć znaczeń, w które obiekty wpadają.

Czy studia projektowe nie powinny być kolejnym szczeblem edukacji, jak kiedyś reżyseria? Żeby projektując (reżyserując) dla ludzi, mieć już jakiś background, wrażliwość, wiedzę o świecie.

A.N.: Paola Antonelli w filmie pt. „Objectified” mówi o designerach, że są intelektualistami XXI w. Design jest pewną soczewką nowoczesności, a projektanci stają się awangardą myślenia. Z jednej strony, mocno wyczuwają społeczne nastroje i potrzeby, a z drugiej – na te potrzeby odpowiadając, tworzą przyszłe światy.

Wystarczy spojrzeć na zjawisko długich stołów. Zaczęły pojawiać się w knajpach, restauracjach, podwórkach. Ludzie spędzają przy nich czas, jedzą, bawią się, tworzą wspólnoty. Ciężko odpowiedzieć na pytanie, czy ktoś potrzebę stworzył, czy na nią odpowiedział, i w którym momencie.

A.N.: Ludzie najczęściej nadal widzą w projektantach twórców rzeczy ładnych i funkcjonalnych, ale współczesne projektowe rozwiązania znacznie wykraczają poza paradygmat funkcji i formy. Projektantom brakuje języka, by o tym mówić, bo na akademiach sztuki i w prasie nadal dominuje modernistyczna narracja. Wydaje mi się, że nauki społeczne mogą dostarczać nowego języka opisu. To, jak Bruno Latour pisze o aktorach życia społecznego i sieciach, jakimi są powiązani, pięknie się nadaje do mówienia o współczesnym designie: relacjach pomiędzy ludźmi, obiektami, przestrzenią. Design nie tylko tworzy obiekty, ale projektuje też sieć znaczeń, w które obiekty wpadają. Przestają być dla nas jedynie światem materialnym, stając się światem „odczuwalnym jako”. Materia jest czytelna tylko na mocy pewnych znaczeń. Mówiąc po baumanowsku, designerzy to współcześni tłumacze rzeczywistości. Design pokazuje także ograniczenia kultury eksperckiej, wąskich specjalizacji. Projektant powinien wychwytywać wielopoziomowość. Nie musi się znać na poszczególnych dziedzinach, ale wiedzieć, kto i kiedy jest mu potrzebny: fizyk, technolog, materiałoznawca. Patrzeć na świat z interdyscyplinarnego, szerokiego poziomu.

Lucas Verweij, krytyk i edukator, mówi, że bycie projektantem to bardziej stan umysłu niż konkretna umiejętność. Poszerza się pole designu, który obejmuje niemalże każdy obszar życia. W takim rozpłynięciu się projektowania tkwi jednak niebezpieczeństwo. Verweij pisze: „Design nie należy już dłużej do nikogo: do ludzi, miejsc, instytucji. Puśćmy go wolno”.

M.R.: Design przez cały XX w. nie miał tożsamości, przytulał się do innych dziedzin. Teza Lucasa i obrona granic designu jest o tym, że projektowanie przestało mieć w tym przytulaniu interes. Designowi zawsze się udawało. Raz był sztuką, raz rzemiosłem, raz estetyzacją. Obecnie oczekuje się, że design będzie rozwiązywać problemy społeczne. Ale projektowanie nie może zastąpić polityki społecznej, medycyny, podejmowania decyzji na poziomie systemowym. Stąd obawy projektantów i teoretyków: „My wcale nie jesteśmy po to, by samodzielnie rozwiązywać problemy tego świata, bo jest zbyt złożony”. Te trajektorie designu zmieniają się tu i teraz. Po raz pierwszy design ma tak szeroką tożsamość. I tak mocno dąży do własnej autodefinicji.

Czy jest więc możliwe, wobec tych oczekiwań, że designerzy cofną się z lękiem i krzykną, że jednak są tymi od formy i funkcji? To też pytanie, na ile socjolog radzi sobie z kryterium „ładności” i jak ono jest aktualne.

A.N.: W showroomie marki Droog w Amsterdamie widziałyśmy wystawę Openstructures.net – platformy oferującej modułowy system łączników. Ich budowa, sposób wytwarzania i działania wysyła komunikat: „jestem open designem”. Ten nowy kod estetyczny nie służy już wartościowaniu na ładne czy brzydkie, ale rozróżnianiu otwartego i zamkniętego. Jeśli wiesz, na czym polega druk 3D czy technologia CNC, to rozpoznajesz i dekodujesz przedmioty wykonane przy ich użyciu. Nie ma już powrotu do prostego rozumienia estetyki i funkcjonalizmu. Wytwarzają się nowe połączenia pomiędzy tymi wartościami.

Ale czy „próg wejścia” do rozpoznawania tej nowej estetyki nie jest zbyt wysoki? Czy nie wymaga wiedzy dostępnej nielicznemu, hermetycznemu gronu?

A.N.: To zależy od dystrybucji. Świetnym przykładem jest sugru, wielofunkcyjna masa naprawcza. Dopóki funkcjonowało jako niszowy projekt, było rozpoznawalne jedynie przez wtajemniczonych. W momencie gdy sugru pojawiło się w sklepach, chwyciło jako produkt, którym rzeczywiście można coś naprawić. Myślę w ten sposób też o przemyśle – jako przestrzeni, która podlega zmianie. Moim światem idealnym jest świat, gdzie kupuję sugru w supermarkecie – z pełną świadomością tego, czym są dziś duże sklepy samoobsługowe. Na Industrial Design w School of Form analizujemy koncept supermarketów. A dokładniej: moment wejścia maszyn produkcyjnych do powierzchni sprzedażowych. Klasyczna formuła kapitalistycznej gospodarki oddziela wytwórstwo od dystrybucji: gdzie indziej produkuje się produkt, gdzie indziej go sprzedaje. To prowadzi do absurdów: tańsze są papryki i pomidory z Hiszpanii niż polskie warzywa. Nasi studenci zadają pytania o możliwości wprowadzenia maszyn produkcyjnych bezpośrednio do sklepu.

Skoro designerzy projektują zmianę, a kluczowymi kompetencjami przyszłości są kreatywność i myślenie „out of the box”, to redefinicja edukacji projektowej może być pewnym modelem dla ogólnego systemu edukacji.

A.N.: Zmiana ram edukacyjnych pociąga za sobą przeformułowanie zadań projektowych. Użyję znanego przykładu projektowania stołka na pierwszym roku studiów. Co daje studentowi stworzenie kolejnego obiektu do siedzenia? Poza frustracją pod tytułem „wszystko już było” – niewiele. Czy nie lepiej ten proces odwrócić? Projekt stołka jest przecież końcowym etapem całego procesu edukacyjnego. Wcześniej wypada zbadać, czym w ogóle jest siadanie, poznać materiały, technologie i umieć tę wiedzę zsyntetyzować. Prawdopodobnie lepiej ten stołek wyjdzie, gdy zaprojektuje się go na trzecim roku. Trzeba testować, uczyć się, ćwiczyć abstrakcyjne myślenie. To procentuje. A ty jako nauczyciel musisz wiedzieć, z czego proces się składa, i go dekonstruować. Uczyć krok po kroku.

Obecnie oczekuje się, że design będzie rozwiązywać problemy społeczne. Ale projektowanie nie może zastąpić polityki społecznej, medycyny, podejmowania decyzji na poziomie systemowym. Po raz pierwszy design ma tak szeroką tożsamość.

No tak, porównajmy choćby Ribbon Jana Lutyka czy Plopp Oskara Zięty. Są wynikiem wnikliwej pracy z materiałami, zrozumienia technologii, praw fizyki. W pewnym sensie przedmioty stają się produktem ubocznym, studium procesu

M.R.: Wniosek uczestników warsztatu „Ucząc się z procesu. O edukacji projektantów”, który wspólnie z Agatą prowadziłyśmy niedawno na konferencji „What Design Can Do!” w Amsterdamie, był następujący: proces edukacji projektanta to umiejętne dawanie studentom klocków, którymi potrafią samodzielnie, przy wsparciu edukatora, działać w świecie.

A.N.: Klocków z instrukcją obsługi.

AN_fot_Malwina_Konopacka

Agata Nowotny 

Socjolożka, badaczka, wykładowczyni i konsultantka w procesach projektowych. Współzałożycielka i dyrektor programowa konferencji NIEwidzialny DIZAJN.

Monika Rosińska_W3U0445

Monika Rosińska 

Socjolożka, doktorantka w Zakładzie Badań Kultury Wizualnej i Materialnej w Instytucie Socjologii UAM w Poznaniu. Wykłada w ramach bloku humanistycznego w poznańskiej School of Form. Interesuje ją interdyscyplinarne podejście do badania znaczeń designu oraz praktyki projektowej. Autorka książki „Przemyśleć użycie. Projektanci. Przedmioty. Życie społeczne” (2010).

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Najnowsze