Komputer – historia osobista

Dolina Krzemowa kojarzy się nam dzisiaj z dynamicznym, młodym biznesem i technologicznymi innowacjami. Ale na jej obrzeżach nadal mieszkają ludzie, którzy tworzyli to miejsce w latach siedemdziesiątych – dzisiaj starsi państwo spokojnie rozmyślający o życiu, miłości i komputerach. Jedną z nich jest Liza Loop – właścicielka pierwszego komputera osobistego Apple 1 – z którą rozmawia Paula Bialski.

komputer

Na tle innych dało się słyszeć jej czysty głos. Różnił się od pozostałych, ale pomimo jej starań to był nadal najgorszy chór, jaki kiedykolwiek słyszałam. Było gorące piątkowe popołudnie w Guerneville, w Mendocino County w Kalifornii. Staliśmy z moim chłopakiem na głównej ulicy miasta z kubkami z winem w dłoniach i patrzyliśmy, jak dziwna grupa hipisów wyśpiewuje amerykański folk.

Mimo że wielokrotnie zdarzyło mi się słuchać złej muzyki, pijąc dobre wino, tego popołudnia chodziło o coś zupełnie innego. Główna wokalistka chóru Liza Loop była żywą legendą edukacji komputerowej. Poza tym, że miała dobry głos, była właścicielką pierwszego istniejącego komputera osobistego Apple. Po latach leżał u niej pod łóżkiem, które znajdowało się zaledwie kilometr od miejsca, gdzie właśnie stałam.

Musimy pogadać
Dobrze pamiętała, skąd wziął się u niej komputer. Tamtego dnia miała spotkanie z Homebrew Computer Club, zespołem ludzi, którzy właściwie wymyślili komputer osobisty. W połowie lat 70. spotykali się co jakiś czas w audytorium na Uniwersytecie Stanforda, żeby podyskutować o technologii i komputerach. Zdarzało się, że na spotkaniu pojawiali się Steve Wozniak („Woz”) i Steve Jobs. Liza miała wtedy księgarnię w Sonoma County (na północ od mostu Golden Gate w Kalifornii) i Loop Center, czyli coś, co miało sprawić, że komputery zaczną się pojawiać w szkołach. W 1976 r. pojechała na spotkanie do Stanford i opowiedziała, czego potrzebuje.
– Pamiętam, że na spotkaniu każdy mógł wstać i zacząć mówić, o czym tylko chciał. Coś na kształt spotkania rady osiedla. No to wstałam i zaczęłam mówić ludziom, których zupełnie nie znałam, o tym, że potrzebujemy komputerów w salach lekcyjnych – opowiada nam Liza.

„Woz” słyszał jej wypowiedź. Po spotkaniu zaczepił ją na korytarzu i bez ogródek oznajmił: „Musimy pogadać”. Kilka tygodni później wparował na salę, gdzie składano komputery Apple 1, chwycił pierwszą maszynę z taśmy produkcyjnej i wręczył ją Lizie. W ten sposób Loop Center dostało swój pierwszy komputer do celów edukacyjnych.

Liza
Liza Loop należy do dużej grupy kobiet, obecnie około 70-letnich, które mieszkały w Dolinie Krzemowej, kiedy idea komputera osobistego dopiero się rodziła. W latach 70. Liza była czę- ścią grupy zapaleńców – studentów Berkeley, Stanforda czy Sonomy – którzy kierowali organizacjami, zakładali własne firmy albo pracowali we wpływowych firmach w Dolinie Krzemowej. Dzisiaj nietrudno ich znaleźć: większość z nich przeniosła się na emeryturze na obrzeża Doliny Krzemowej. Śpiewają w chórach, robią zdjęcia ispokojnie spędzają starość. Skontaktowałam się z Lizą, bo mój przyjaciel Fred Turner, autor książki From Counterculture to Cyberculture, powiedział mi kiedyś, że warto ją poznać. „To wariatka, zupełnie jak ty, jestem pewien, że się polubicie”.

Liza miała błyszczące oczy i wyglądała naprawdę pięknie jak na swój wiek. Od razu uświadomiłam sobie, że wszystkie historie o jej chłopakach, romansach i małżeństwach były prawdziwe. „Zawsze miałam chłopaka. Całe swoje życie dzieliłam z kimś łóżko”.

W czasie kiedy po raz pierwszy przyszła na spotkanie w Homebrew Computer Club, poznała i wyszła za mąż za Bradleya Loopa – bezdomnego, którego spotkała w swojej księgarni. – Dopiero co zakończyłam swój poprzedni zwią- zek. Stałam z przyjaciółką, a ona zapytała mnie, z którym klientem bym się umówiła – Liza mówi, że kandydat musiał być wysoki i musiał mieć co opowiadać. Przyjaciółka wskazała na bezdomnego, który kręcił się po drugiej stronie sklepu. Zasugerowała, żebym się z nim umówiła i jakoś poszło. Miała z Bradleyem dwójkę dzieci, ale po 15 latach rozstali się, a Liza ponownie wyszła za mąż. Wielu z jej partnerów już nie żyje. Kiedy o nich dopytywałam, Liza wyraźnie się wzruszała, bo obecnie nie ma nikogo, z kim mogłaby prowadzić intelektualne dysputy.

komputer

Domowe archiwa
Któregoś razu jechaliśmy z Mendocino z powrotem do San Francisco. Liza zaprosiła nas, żebyśmy po drodze ją odwiedzili. Przyjechaliśmy, posłuchaliśmy jej chóru i bardzo długo rozmawialiśmy o jej życiu. Przeglądaliśmy też, siedząc na kanapie, jej opasłe archiwa. Wszystko leżało na antycznych krzesłach: znaleźliśmy instrukcje do starych komputerów, ale też nuty folkowych utworów. „Czasem mówię, że to archiwum, ale tak naprawdę to po prostu totalny bałagan”. W pewnym momencie Liza przyniosła szklane pudełko, z którego wyjęła płytę główną. Na jej powierzchni były przymocowane krzemowe czipy połączone kablami i tranzystory. Dół był pokryty małymi srebrnymi węzłami. Apple 1.

Nie obchodziło mnie kompletnie, jak to zrobili. Chciałam przede wszystkim się dowiedzieć, jak takie urządzenie może pomóc w edukacji dzieci.

Wynalezienie komputera osobistego przypisuje się firmom takim jak Apple, Atari czy IBM, ale mało kto wie, że zanim komputery osobiste trafiły do masowej produkcji, składali je pasjonaci. Grupy hakerów i nerdów kupowały potrzebne części i robiły z nich urządzenia, które wykonywały proste kalkulacje. W miarę jak komputery osobiste stawały się coraz bardziej popularne w garażach i piwnicach pasjonatów, „normalni” ludzie też stopniowo zaczynali ich używać – głównie ze względu na ich obecność w szkołach. Liza podkreśla, że nie chciała uczyć ludzi, jak składać takie maszyny, ale jak ich używać do pomocy dzieciom w nauce matematyki czy ortografii.

Sama była słaba z matematyki. Zupełne przeciwieństwo ojca, który skończył MIT i rozumiał technologię jak nikt inny. Ojciec był zamożny, więc został jednym z pierwszych inwestorów VC. Jego ojciec, a dziadek Lizy, Isidor, był niemiecko-żydowskim przedsiębiorcą, który miał udziały w sieci sklepów Macy’s. Zginął na „Titanicu”. Podobno zaoferowano mu miejsce w szalupie, żeby mógł towarzyszyć swojej żonie, ale odmówił, bo na pokładzie tonącego statku ciągle były kobiety i dzieci. Jego żona także oddała miejsce w szalupie swojej pokojówce.
– Moja rodzina bardzo niechętnie rozmawiała ze mną o naszych wpływach i bogactwie. O wszystkim dowiedziałam się sama – Liza opowiada nam, że jej rodzice rozstali się, kiedy była dzieckiem. – Dorastałam, wiedząc, że mój ojciec miał kochankę. A matka powtarzała mi, że zawsze była wierna ojcu. Stąd już w dzieciństwie seksualność wydawała się Lizie dość otwartym tematem.

Kiedy miała 18 lat, poszła do college’u, tak jak większość jej rówieśników. „Czułam taką ulgę, uciekając od matki, że nie odwiedziłam jej przez 18 miesięcy”. Liza przerwała jednak naukę na trzecim roku. Wróciła do matki, ale nie mogła z nią mieszkać, więc zatrudniła się w fabryce komputerów w Massachusetts. Jej praca polegała na perforacji kart, które wkładało się do komputera, żeby wykonał daną czynność. Zamieszkała z trzema studentami MIT. Jak sama mówi: „W tamtych czasach mieszkanie w koedukacyjnych warunkach nie było akceptowane. Ale zaznaczam – to była czysto platoniczna relacja”.

Tinder lat sześćdziesiątych
Jej otwartość w kwestii seksualności była dla mnie samej zaskoczeniem. Kobieta w wieku mojej babci śmiało i otwarcie rozmawia ze mną o masturbacji, swoich licznych chłopakach albo o tym, jak bardzo brakuje jej seksu w tym wieku. Mimo że nigdy nie podążała za stadem, a w jej księgarni „Whole Earth Catalog” Stewarta Branda (magazyn biblia kontrkultury, ruchu „zrób to sam”) był bestsellerem, mogłabym się założyć, że podobali jej się Buckminster Fuller i Marshall McLuhan. Zauważyłam, że na stoliku w jej salonie leżała książka God & Golem, Inc.: A Comment on Certain Points Where Cybernetics Impinges on Religion Norberta Wienera. Dało się zauważyć, że kultura hipisowska z Kalifornii miała spory wpływ na dziewczynę z dobrej rodziny ze Wschodniego Wybrzeża. Co ją przyciągnęło do Kalifornii? Pierwszy skomputeryzowany system randkowy, prawdziwy Tinder Anno Domini 1965.
– Mieszkałam z chłopakami z MIT za połowę czynszu, bo gotowałam dla nich i sprzątałam. Byłam ich służącą. Któregoś razu zrobiłam im śniadanie i stałam przy kuchence i jeden z nich wypełniał kwestionariusz Operation Match – pierwszego serwisu randkowego na świecie. Nie miałam chłopaka, więc uznali, że wypełnią go dla mnie. To były pytania wielokrotnego wyboru, które poruszały wszystkie typowe zagadnienia: religię, wykształcenie, narodowość, rasę. Niektóre z pytań były bardzo szczegółowe: „Czy wierzysz w Boga, który odpowiada na modlitwy?” albo „Czy wzmożona aktywność seksualna w czasie przygotowania do małżeństwa jest częścią dorastania?”. Jej współlokatorzy wypełnili ołówkiem kartę perforowaną i wysłali na wskazany adres. Ludzie w Operation Match przepuścili ją przez komputer i po kilkunastu dniach odesłali listę 13 mężczyzn, z którymi komputer skojarzył Lizę. – Gadałaś ze współlokatorami o tym, że to komputer wybrał ci potencjalnych partnerów? To sporo zmienia – pytał mój chłopak.
– A co to za różnica, czy to człowiek realizuje algorytm, czy komputer? Pewnie, że o tym gadaliśmy, algorytmy ich interesowały, to byli w końcu programiści – wyjaśniła Liza.
Mój chłopak pozostawał nieugięty: – Ale czy to, że komputer was ze sobą skojarzył, sprawiało, że randka miała inny wydźwięk? Rozmawialiście o tym?
– Z 13 osób, z którymi połączył mnie algorytm, osiem urodziło się poza USA. Tylko w taki sposób mogliśmy się spotkać na randkę, bo to były zupełnie inne kręgi. Umówiłam się z dziewięcioma z trzynastu, których mi przyporządkowano. Jak wtedy wyglądały randki? Idziesz na miasto, spotykasz się na kolację i wracasz do domu. Nie idziesz z nimi do łóżka.
W końcu jeden z mężczyzn, z którym Liza się spotkała, zaciągnął ją do Kalifornii.

Problemy, których nie rozwiązaliśmy
W życiu Lizy – obojętnie, czy chodziło o profesję ojca, spotykanie się z chłopakami, czy karierę zawodową – komputery pełniły kluczową rolę. Jej zbiór esejów, który napisała w latach 1972–1984, można znaleźć na Uniwersytecie Stanforda. Opowiada tam o szczegółach początków wykorzystywania komputerów w celach edukacyjnych. Liza próbuje kultywować historię komputerów w edukacji, ale nie ukrywa, że ostatnio inne rzeczy zaprzątają jej głowę.
– Zdaję sobie sprawę, że bardzo dużo wysiłku wkłada się w stworzenie jakiejś nowej aplikacji albo w nowe języki programowania. To super, ale cały czas są jeszcze stare problemy, których nie rozwiązaliśmy. Wiedzieliśmy już w latach 50., że w niektórych sektorach roboty zastąpią ludzi. A teraz to się dzieje, a przez pół wieku nikt nic z tym nie zrobił. Trzeba to zmienić.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Loop Center

 

W 1975 r. Liza Loop stworzyła LO*OP (Learning Options*Open Portal) Center – drugie na świecie miejsce, w którym znajdował się komputer przeznaczony do użytku publicznego (nie licząc muzeów). Od tego momentu Liza starała się łączyć technologię i ludzi. W 1978 r. została ekspertem do spraw wykorzystania komputera Atari 800 w edukacji dzieci i dorosłych.

Najnowsze