Kto pyta, nie błądzi

Wystąpienia publiczne często pozbawione są dobrej konstrukcji. Warto poznać kilka zasad dobrych mówców. Dzięki nim twój przekaz będzie skuteczniejszy.

Między mową publiczną a architekturą pozornie nie ma analogii. Architekci i inżynierowie mają do dyspozycji zestaw zasad dotyczących projektowania. Opierają się one na prawach fizyki, badaniach konstrukcyjnych, katastrofalnych doświadczeniach z przeszłości i przyjętych limitach bezpieczeństwa. Wszystko to spisane jest w normach i standardach, swego rodzaju instrukcjach obsługi.

Czy istnieją równie ścisłe i przejrzyste instrukcje dla mówców? Ich materia byłaby bardziej ulotna i oparta na naukach mniej jednoznacznych od fizyki, ale na pewno można i warto spróbować zbudować dobre przemówienie.

Sercem każdego TEDx-a są właśnie mowy i prezentowane w nich idee. A co za tym idzie, osoby, które je przedstawiają. Mówcy tacy jak Simon Sinek wiedzą, że charyzmę podczas wystąpień publicznych buduje się przez odpowiedź na pytanie: „dlaczego”.

W jednym z najpopularniejszych TED Talków Simon Sinek przekonuje, by komunikować się, zaczynając od odpowiedzi na pytanie „dlaczego”, następnie „jak” i dopiero na koniec „co”. Dlaczego? Bo to działa. Takie podejście jest zgodne z funkcjonowaniem naszego mózgu i odbywającego się wnim procesu decyzyjnego. Dla nas istotne jest nie tylko wsparcie wbiologii iwdziałaniu mózgu, ale też to, że te trzy pytania pokrywają się z trzema elementami kontekstu wystąpienia: celem, publicznością i przedmiotem. Wydawałoby się, że to kwestie oczywiste dla każdego mówcy. Jednak zaskakująco wiele osób nie poświęca im dostatecznie dużo czasu albo wręcz nie myśli o nich wcale w czasie przygotowywania występu. Tymczasem to jest fundament dobrej prezentacji.

Dlaczego?
Dlaczego mówisz? Jaki jest cel prezentacji? Czemu ktoś miałby poświęcić ci swój czas? Jeśli mówca nie zna odpowiedzi na te pytania, publiczność również ich nie pozna i szybko się znudzi albo zacznie niecierpliwić, że marnujesz jej czas.

Kto oglądał Dragon’s Den, ten na pewno kojarzy strukturę ich występów: na początku pada informacja o oczekiwanym poziomie inwestycji i oferowanych w zamian udziałach, następnie przedstawiany jest produkt, po czym uczestnicy płynnie przechodzą do dyskusji. Prosto i zrozumiale. Przynajmniej wtej pierwszej części, gdzie podawane są dwie liczby. „Dzień dobry, przyszedłem zachęcić państwa do zainwestowania miliona złotych w zamian za 50 proc. udziałów w firmie produkującej XYZ”. Później bywa już bardzo różnie, ale formuła programu gwarantuje jasność przynajmniej w zakresie celu.

Niestety prezentacje poza telewizją najczęściej nie są tak reżyserowane. Zdarza się, że nie potrafimy ułożyć w składne słowa nawet jednego celu. Bez jego doprecyzowania nie powinniśmy nawet zabierać głosu. Celem może więc być nawet prośba o pomoc w sprecyzowaniu oczekiwań, np. odnośnie do nowego mieszkania. Nie pozostawiajmy jednak wątpliwości. Dlaczego? Bo chcemy działania, a ono się nie wydarzy, jeśli zdolności poznawcze naszej publiczności zostaną przeciążone nadmierną lub zbyt małą ilością informacji.

Jak?
Jak mówisz? Innymi słowy, kto jest twoją publicznością, w jakich okolicznościach będzie miał miejsce występ i jak dostosować do tego przekaz? Pisząc „publiczność”, nie mam na myśli słuchaczy. Właściwa publiczność to osoby mogące podjąć oczekiwane przez nas działanie. To ich oczekiwania należy spełnić. Czasem będą to wszyscy słuchacze, innym razem jedna lub kilka osób. Może się zdarzyć itak, że będziemy mówić, a nikt ze słuchających nie będzie naszą publicznością. W ten sposób zmarnujemy czas nasz i słuchaczy.

Załóżmy jednak, że na sali jest przynajmniej jedna odpowiednia osoba. Nadal bardzo łatwo zepsuć występ, przemawiając w sposób odpowiadający nam samym, a nie jej. Kilka lat temu prezentowałem przed gronem inżynierów wyniki pomiaru punktualności wybranych linii warszawskiej komunikacji miejskiej. Byłem wtedy zafascynowany graficznym przedstawianiem danych, przygotowałem więc slajdy w tym duchu. Były ładne, ale nie zawierały prawie żadnych liczb, podobnie jak treść samego przemówienia. Opracowanie pokazywało kilka ciekawych aspektów, a jego stworzenie zajęło mi sporo czasu. Niestety nie trafiło na podatny grunt. Inżynierowie lubią liczby. Nie pomyśla- łem o tym zawczasu. Nietrudno się domyślić, że sama prezentacja nie zebrała najlepszych not. Na szczęście udało się ją uzupełnić raportem, a ja uzupełniłem swoją wiedzę o istotną lekcję: mów językiem publiczności.

Co?
Co mówisz? To pytanie może również paść w formie: „czemu mówisz tak dużo/tak mało/ tak nieskładnie?”. Wdzięcznym przykładem może być wykorzystywana już na potrzeby tego tekstu konstrukcja budynku. Niech będzie to mieszkaniowy szeregowiec. Inaczej powinien mówić o nim deweloper, ubiegając się o kredyt wbanku, inaczej inżynier elektryk wyjaśniający wykonawcy zawiłości zaprojektowanej instalacji, jeszcze inaczej – sprzedawca zachęcający młode małżeństwo do zakupu lokalu. W każdym z tych wypadków inne są cele i publiczność. Temat jest ten sam – budynek – ale wpraktyce poza adresem każdy zwymienionych wyżej komunikatów będzie o czymś innym, bo różne osoby i do różnych rzeczy mają zostać przekonane.

Einstein powiedział: „Jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś w prosty sposób, nie rozumiesz tego dostatecznie dobrze”. Niejednokrotnie mia- łem okazję przyglądać się występom, w czasie których prelegenci zmagali się z wypowiedzeniem wjednym zdaniu, o co im chodzi. Mówcy opowiadali, krążyli i kluczyli, a czas uciekał. Wreszcie ktoś ze zniecierpliwionej publiczności rzuca proste pytanie. „Yyy, tak!” – odpowiada prelegent, uświadamiając sobie, co to on tak naprawdę chciał. Czyli jednak można.

Oczywiście nie chodzi o to, by sprowadzać wszystko do banału, po drodze wypaczając sens. Temu samemu Einsteinowi przypisywane są również te słowa: „Wszystko powinno być uczynione tak prostym, jak to możliwe, ale nie prostszym”. Czasem żargon jest niezbędny. Czasem nie potrafimy z kolei wyjaśnić bardzo powszechnego zjawiska, np. roweru utrzymują- cego równowagę w ruchu. Najczęściej na przeszkodzie stoi jednak nie brak wiedzy naukowej, ale brak pracy nad formą prezentacji.

I już?
Trzy pytania i gotowe? Nie, to dopiero począ- tek. Sprecyzuj cel. Pamiętaj o publiczności. Mów tylko o tym, co istotne. Dzięki tym krokom stopniowo zawężamy zakres tematyczny występu. Nie jest trudno mówić przez godzinę. Trudno powiedzieć coś z sensem w kilka minut. Niezbędne jest do tego rzetelne odrobienie pracy domowej. Takie wyzwanie stoi m.in. przed mówcami TEDxWarsaw.

Pracując z nimi, zadajemy im te same pytania, byśmy i my, i oni lepiej zrozumieli temat, przesłanie i ich samych. W świecie idealnym „dlaczego, jak i co?” pytalibyśmy na wstępie i na wstępie uzyskiwali odpowiedź. W rzeczywistości ta dyskusja może się pojawić później. Często najpierw mamy temat i to nad nim pracujemy. Z reguły tematem jest przecież rzecz bardzo nam bliska – owoc naszej pracy. Niezwykle ważne jest jednak, by etap refleksji miał w ogóle miejsce. Łatwo bowiem ugrząźć w detalach i poświęcić im mnóstwo czasu. Dlatego zrobienie kroku w tył i spojrzenie z szerszej perspektywy na to, co mamy zamiar powiedzieć, przynosi bardzo dobre skutki.

By osiągnąć jeszcze lepsze efekty, warto porozmawiać z przedstawicielem grupy docelowej publiczności. Występ jest produktem. Najważniejsze więc, by został kupiony. A jak, nie będąc Steve’em Jobsem, trafić w oczekiwania lepiej, niż pytając u źródła? Jeśli nie możemy dotrzeć do klientów, poprośmy o feedback znajomych. To zawsze kolejna perspektywa i pełniejszy obraz. Więcej rozsądnych pytań i więcej wartościowych odpowiedzi. Kto pyta, nie błądzi.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Najnowsze