Laboratorium połączeń

Alicja Patanowska łączy życie w dwóch miastach, szkło z porcelaną i sztukę z projektowaniem. Pieniądze z nagród za instalację artystyczną zainwestowała w rynkowe wdrożenie własnego produktu. Co jeszcze z czym połączyła – pyta ją Monika Powalisz.

Z Alicją Patanowską spotykamy się w jej wrocławskim mieszkaniu w przeddzień wylotu do Londynu. Projektantka dzieli życie pomiędzy te dwa miasta.

Seryjnie produkowana Plantacja to cztery porcelanowe elementy, które można nakładać na szklanki o różnych średnicach. Projektantka sama używa ich we własnym domu do hodowli imbiru i innych roślin.

Seryjnie produkowana Plantacja to cztery porcelanowe elementy, które można nakładać na szklanki o różnych średnicach. Projektantka sama używa ich we własnym domu do hodowli imbiru i innych roślin.

Na półkach w mieszkaniu artystki piętrzą się opakowania Plantacji. Sama często zajmuje się dystrybucją własnych produktów.

Na półkach w mieszkaniu artystki piętrzą się opakowania Plantacji. Sama często zajmuje się dystrybucją własnych produktów.

Mushroom Lab i Herb Lab wchodzą w skład produkowanego seryjnie Lab Series. Zestaw powstał na zamówienie kuratorów wystawy Moderna w Helsinkach. Premiera produktu miała miejsce na tegorocznej edycji targów Ambiente we Frankfurcie.

Mushroom Lab i Herb Lab wchodzą w skład produkowanego seryjnie Lab Series. Zestaw powstał na zamówienie kuratorów wystawy Moderna w Helsinkach. Premiera produktu miała miejsce na tegorocznej edycji targów Ambiente we Frankfurcie.

Mushroom Lab i Herb Lab wchodzą w skład produkowanego seryjnie Lab Series. Zestaw powstał na zamówienie kuratorów wystawy Moderna w Helsinkach. Premiera produktu miała miejsce na tegorocznej edycji targów Ambiente we Frankfurcie.

Ultimate Responsive Image Slider Plugin Powered By Weblizar

W ostatnim projekcie Plantacja stawiasz odbiorcę w aktywnej roli: miniplantatora, który w warunkach domowych może założyć własne laboratorium i hodować rośliny w zaprojektowanych przez ciebie porcelanowych komponentach nakładanych na szklanki. Idea domowego laboratorium jest ci bliska?

Tak. Często używam terminu projektowanie w działaniu (ang.: design through making), co zakłada laboratoryjną pracę, manualne eksperymentowanie z materiałami. Masa porcelanowa, jak każda glina, jest wdzięcznym materiałem doświadczalnym. Mnie jako twórcy pozwala na swobodne i szybkie modelowanie i poprawianie kształtu projektowanych form. Inni łatwo wchodzą w interakcję z efektami tej pracy. Plantacja jako produkt powstała właśnie w ten sposób. Ludzie oglądający na wystawach instalację artystyczną zaczęli pytać, czy można ją kupić. Chcieli używać jej we własnym domu, a nie tylko podziwiać w muzeum. Zachęciło mnie do zaprojektowania komercyjnej wersji Plantacji.

Czyli Plantacja pierwotnie była projektem artystycznym, a dzisiaj jest też produktem?

Tak. Funkcjonuje w dwóch światach. Pierwszy to świat sztuki, bo pierwotnie była instalacją artystyczną. Powstała jako projekt dyplomowy na Royal College of Art, dzisiaj wchodzi w skład kolekcji sztuki. Drugi to świat komercyjny, bo Plantacja to produkt niedawno wprowadzony do dystrybucji.

Jak to się zaczęło?

Od śmieci! Są moim tematem od lat. Kiedy zaczęłam mieszkać w Londynie, jeździłam głównie rowerem. Na ulicach obserwowałam różne cuda, między innymi to, ile rozbitego szkła zbiera się każdego ranka po imprezach. Zaczęłam spacerować nocami i zbierać puste szklanki: z przystanków autobusowych, chodników, płotów… Każdą fotografowałam, a potem dodawałam współrzędne GPS i nazwę ulicy. Dzięki temu projekt miał zakorzenienie w konkretnej przestrzeni miejskiej. Londyńczycy dobrze znają swoje miasto i bezpośredni link do lokalizacji spowodował, że zaczęli się szybko utożsamiać z projektem.

Brzmi ciekawie, a co jest w tym trudnego?

Najważniejsze, żeby porzuconą szklankę pokazać w innym kontekście, podkreślić jej wartość i nadać znaczenie. To właśnie potrafi sztuka. Do szklanek zaczęłam toczyć na kole garncarskim porcelanowe komponenty. Każdy inny. Całość, czyli około 50 szklanek, układam w rzędach na specjalnie podświetlonych półkach. W niektórych porcelanowych elementach sadzę rośliny – bez ziemi, tylko z użyciem wody. Dzięki temu widać piękne korzenie. Instalacji towarzyszą wyświetlane zdjęcia z ulic. Rozglądanie się po ulicach weszło mi już w nawyk. (śmiech) Plantacja to niekończący się projekt. Właśnie powstaje VI edycja.

Jak powstały produkty?

Instalacja artystyczna, od której zaczęłam, zdobyła kilka nagród, m.in.: Highly Commended Award na British Glass Biennale, Coadgbursary 2015 i The Charlotte Frazer Award. Postanowiłam zaryzykować i pieniądze z nagród zainwestowałam w produkcję porcelanowych elementów.

Doświadczenie z pracy nad sztuką pomogło w projektowaniu?

Praca nad instalacją artystyczną to laboratorium dla projektowania. Wypróbowałam różne kształty i warianty porcelanowych komponentów, sprawdziłam, które się najlepiej nadają do hodowli. Zaprojektowałam kształty tak, żeby odpowiadały rozmaitym potrzebom. Ostatecznie do produkcji weszły cztery warianty, które pasują do szklanek o różnych średnicach.

Stałaś się producentką własnego projektu. Wielu projektantów nie chce się tym w ogóle zajmować.

Zajmuję się też dystrybucją! (śmiech) Rozważyłam wszystkie za i przeciw. Nigdy tego wcześniej nie robiłam! Ale dla projektanta to świetna lekcja. Część mnie wolałaby się tym nie zajmować, ale teraz jestem bardzo zadowolona, że podjęłam ryzyko. Plantacja jest produkowana w Polsce. Mamy tu wysokiej jakości porcelanę. Jestem z tego dumna i doceniam możliwość pracy w kraju. Ale cieszę się też, że Plantację sprzedają m.in. MoMA w Nowym Jorku, Barbican w Londynie czy Merci w Paryżu.

Inny projekt, też produkowany w Polsce, to Mushroom Lab. Prototyp różni się od tego wdrożonego właśnie do produkcji przez Hutę Szkła KROSNO i Manufakturę w Bolesławcu.

Zaczęło się w 2015 r. od wystawy Moderna w Helsinkach. Kuratorzy, Agnieszka Jacobson-Cielecka i Paweł Grobelny, zaproponowali, żeby projekt polegał na współpracy z polską manufakturą. Dla mnie to było idealne rozwiązanie, bo cenię jakość polskiego rzemiosła. Uwielbiam też stare techniki – koło garncarskie to moje ulubione narzędzie.
Mushroom Lab składa się z dwóch elementów: kamionkowej misy i szklanej pokrywy. Oba przystosowałam do warunków i sposobu pracy w zakładach, gdzie były wykonywane.

Całość wygląda jednak bardzo nowocześnie.

Kobaltowe, ręcznie robione stemple to tradycyjna wizytówka Bolesławca i okolic. Nawiązałam do nich, ale część wzorów jest faktycznie współczesna, na przykład te, w których wykorzystuję estetykę rozstrzelonych pikseli. W doborze barw i zdobień pomogła mi Magdalena Gazur, główna projektantka Manufaktury.

Szkło i ceramika przenikają się w twojej twórczości. Czy to wynik doświadczeń wyniesionych z wydziału szkła i ceramiki wrocławskiej ASP?

Te dwa materiały są do siebie technologicznie podobne, ale razem występują tylko w warunkach laboratoryjnych. Lubię ten zestaw – to pewnie efekt moich studiów. Doceniam estetycznie połączenie ciężkiej ceramiki i lekkiego szkła oraz ich kontrast. Świetnie się uzupełniają, a przy tym pięknie budują przestrzeń.

Nie tworzysz rzeczy typowych ani oczywistych: filiżanek, szklanek, talerzy czy kieliszków. Skąd fascynacja ogrodnictwem i laboratorium w twoich projektach?

Projektuję również klasyczną naczyniówkę. Dobrze zaprojektowana sosjerka zwraca moją uwagę nie mniej niż pięknie wykonana klasyczna rzeźba. Natomiast zainteresowanie miejskim ogrodnictwem (ang.: urban gardening) to połączenie miejskiego trybu życia i tego, co wyniosłam z domu. Wychowywałam się na wsi – w Borzechowie na Kociewiu. Babcia doiła krowy i hodowała róże, mama prowadziła firmę i przycinała drzewka owocowe, tata włączał owcom kolędy w obórce, a dziadek wąchał kłosy żyta i wiedział, czy w danym roku będą bogate plony, czy nie. Natura mnie oczarowuje. Z drugiej strony, kocham miasto. Staram się to łączyć. Ostatnio wyhodowałam na parapecie mojego mieszkania we Wrocławiu imbir – używając oczywiście elementu z Plantacji. Wiele osób chce mieć namiastkę natury we własnych, często ograniczonych przestrzeniach mieszkalnych. Wyhodowanie własnego szczypiorku na domowym parapecie przynosi satysfakcję, że udało się coś samodzielnie wytworzyć. Nawet jeśli je się ten szczypiorek raz na dwa tygodnie. (śmiech)

Jak na twoje podejście do projektowania wpłynęły Londyn i studia w Royal College of Art?

Zawsze dużo podróżowałam. Wcześniej studiowałam we Włoszech. Do Londynu pojechałam z założeniem, żeby zmierzyć się z czymś nowym, zainspirować się, ale też żeby poznać ludzi i zbudować sieć. RCA to studia podyplomowe i doktoranckie, nie trafiają tam przypadkowe osoby. Większość ma już jakieś kariery artystyczne i zawodowe doświadczenie.

Miałam wielkie szczęście, bo mój rok był wyjątkowo świetny! Do tej pory widujemy się i wspieramy, pomagamy sobie i współpracujemy. Podobno to wyjątek, bo współzawodnictwo jest w RCA na porządku dziennym.

Czym różni się tamta edukacja od naszej?

Różnice widać już w samym zagospodarowaniu przestrzeni: w budynkach nie ma ścian ani podziału na pracownie. Wszyscy są równi, studenci bez względu na rok czy profesję pracują razem. Widząc, co robi ktoś obok, automatycznie się uczysz! Wszyscy profesorowie mają jeden mały pokoik i właściwie cały dzień są do dyspozycji wszystkich studentów. Profesorów/artystów wizytujących jest więcej niż stałej kadry. Dla mnie najważniejsze były: kolektywna praca i dyskusja. RCA łączy podejście akademickie z praktycznym doświadczeniem. Stąd spotkania z galerzystami, kolekcjonerami, ludźmi biznesu, projektantów z przedsiębiorcami, filozofami, psychologami, organizacjami charytatywnymi. Luksus RCA polega na tym, że tam robisz projekty naprawdę, a nie do teczki. To zobowiązuje, a więc wszystko musisz zapiąć na ostatni guzik: rzetelny research, przedstawienie projektu. Nauczyłam się tam, że nie ma ścisłego podziału na bycie artystą i projektantem. Przygotowywanie projektów komercyjnych przez artystów nikogo tam nie dziwi. A u nas ten podział wciąż pokutuje. Bardziej niż podziały interesują mnie połączenia. Teraz najbardziej sztuki z naukami ścisłymi.

Dzielisz czas pomiędzy Londyn a Wrocław?

W tym roku chyba wypadnie pół na pół. Zresztą zobaczymy. Czeka mnie kilka wystaw, ale na razie nie pracuję nad niczym zupełnie nowym. W Polsce chcę się zająć przede wszystkim nadzorem i wdrażaniem PlantacjiMushroom Lab. Ostatnio znów wciągnęły mnie śmieci – mój wielki temat, (śmiech) a szczególnie marnowanie żywności! Interesuje mnie codzienność: to, co mogę zaobserwować teraz – na ulicy, u przechodniów, na podwórkach, w śmietnikach. (śmiech) Skala produkcji masowej doprowadziła do tego, że nie szanujemy tego, co mamy, a bezmyślne nabywanie staje się ważniejsze od samego posiadania. Zastanawiam się nad tym wszystkim.

Czujesz, że jako projektantka możesz coś z tym zrobić?

Chciałabym, żebyśmy poświęcali więcej czasu na refleksję nad tym, czy kupimy torbę sprowadzoną z Chin, czy od lokalnego producenta. Wydaje mi się, że powoli zaczynamy tęsknić za jakością. Projektant może w tym procesie odgrywać ważną rolę. Inicjatywy z obszaru sztuki i dizajnu inicjują pewne zmiany społeczne. Obserwuję to, co dzieje się na podwórkach polskich miast i wsi. Widać zmiany: sąsiedzkie inicjatywy motywują ludzi do zmiany zachowań, uczymy się recyklingu, zaczyna się powolne odradzanie rękodzieła. Tylko to słowo po polsku nie brzmi bardzo sexy.

handcraft brzmi lepiej?

Może raczej rzemiosło, czyli craft? Przydałby się duży, mądry i pozytywny projekt promujący samo nazewnictwo. To by dobrze zrobiło tej części przemysłu.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Zobacz też

Najnowsze