Na początku trudno to wytłumaczyć

Beacony łapią drugi oddech.

lapiadrugi

Pierwszy w Polsce pojawił się krakowski Estimote w 2012 r., rok później, też w Krakowie, powstał Kontakt.io, a niedługo później – wrocławskie OORT i warszawskie Ifinity. Polskę okrzyknięto doliną beaconową, a autorzy blogów iserwisów technologicznych na całym świecie z entuzjazmem opisywali niekończące się możliwości wykorzystania beaconów. Dziś może się wydawać, że początkowy entuzjazm gloryfikujący technologię został ostudzony.

Umawiam się na dwie rozmowy – z Chrisem Wacławkiem z Estimote, firmy, która produkuje beacony, i Krystianem Cieślakiem z Ifinity, która oferuje usługi w oparciu o nie. Pytam obu, dlaczego o beaconach słyszymy mniej. Odpowiadają, powołując się na ten sam koncept. – Spójrz na ten wykres –mówi Chris i otwiera na telefonie prezentację Estimote. – To jest krzywa Gartnera, która obrazuje tzw. hype cycle, cykl fascynacji nową technologią. Widzisz na niej, że na samym początku, kiedy technologia się pojawia, poziom zainteresowania jest bardzo wysoki – piszą o niej media i pojawiają się pierwsze niedoskonałe wdrożenia. Jednak z czasem zainteresowanie spada. Pojawiają się ludzie, którzy chcą zrobić z technologią coś naprawdę innowacyjnego, a takie projekty zajmują sporo czasu, więc nikt o nich nie mówi.

Cykl wyprodukowania newsa jest krótki, a projektowanie rozwiązań w oparciu o nową technologię zajmuje miesiące, jak nie lata. – Krzywa Gartnera pokazuje, że rynek beaconów był trochę przeszacowany. Kilka obietnic musiało zostać zweryfikowanych. Pojawiło się wielu programistów, którzy chcieli po prostu zrobić coś na beaconach, obojętnie co. Dostaliśmy sporo projektów, które nie wykorzystują pełnego potencjału. W efekcie zdarza się tak, że jedziesz na konferencję startupową do Londynu i jak mówisz, że zajmujesz się beaconami, to ludzie traktują cię z pobłażaniem – mówi Krystian.

Między innymi z tego powodu firma Ifinity zdecydowała się na odejście od terminu „beacon” w komunikacji marketingowej. – Powód jest prosty: słowo „beacon” zaczęło się kojarzyć naszym klientom z czymś kompletnie nieprzydatnym od strony biznesowej. A to nieprawda – mówi Krystian.

Na tym etapie technologii nie do końca wiadomo, jak dokładnie można wykorzystać beacony. Twórcy aplikacji ciągle szukają sektora, w którym okażą się naprawdę przydatne. – W Muzeum Historii Komputerowej w Kalifornii wisi plakat z lat 80. Jest na nim kobieta wkuchni, ma na sobie fartuch i uśmiecha się do aparatu. Na drugim planie stoi komputer. Hasło: ostatnia baza przepisów kuchennych, jakiej będziesz potrzebować. Komentarz muzeum: liczba sprzedanych komputerów – zero. Dopiero kiedy ktoś zauważył, że komputer będzie bardziej przydatny, np. przy tworzeniu arkuszy kalkulacyjnych czy jako edytor tekstu, sprzedaż ruszyła. Podobnie będzie z beaconami.

Od kilkudziesięciu lat technologia stawała się coraz szybsza, ale założenie zostawało podobne: masz komputer o danej mocy i to jest twoje płótno, na którym tworzysz. Projektujesz coś na ekranie komputera ityle. Beacony sprawiają, że tym płótnem staje się przestrzeń w sklepie, kawiarni, muzeum czy biurze. Na początku ciężko to wytłumaczyć potencjalnym klientom, bo to zupełnie inne podejście niż dotychczas – mówi Chris.

Możliwości wykorzystania są bardzo szerokie – już dziś za pomocą beaconów można stworzyć system, który będzie wysyłał użytkownikowi informacje w zależności od tego, w którym miejscu się znajdzie. Można też skonfigurować nadajniki, żeby działały jako system nawigacyjny wewnątrz budynków.

Chris mówi, że beacony to dopiero pierwszy etap myślenia o technologii lokalizacji w przestrzeni fizycznej.

– Do 2020 r. będziemy mieć 50 mld urządzeń podłączonych do internetu. Początkowo badania mówiły o 30 mld, ale spotkałem ostatnio człowieka, który je zlecił. Mówi, że dane są mocno niedoszacowane. Już niedługo wszystkie urządzenia AGD będą wyposażone w nadajniki Bluetooth Low Energy – te same, które wykorzystuje się w beaconach – więc każde urządzenie będzie się mogło nim stać. – Z punktu widzenia użytkownika beacon w ogóle nie powinien istnieć. To znaczy powinien, ale użytkownik nie musi wiedzieć, że to akurat beacon. To ma po prostu działać – mówi Krystian.

Na zakończenie pytam, czy beacon to przełom. – A czy GPS był przełomem? W dłuższej perspektywie na pewno tak. Ale musiało minąć sporo czasu, zanim w każdym smartfonie pojawiła się nawigacja. Beacony to po prostu następna warstwa technologiczna, więc będzie podobnie – mówi Chris. –

Beacon nie zostanie z nami na wieki. To technologia przejściowa. Nie mogę zdradzić za dużo, ale niedługo powstaną urządzenia, które pozwolą na jeszcze większą dokładność – odpowiada Krystian.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Beacon to małe urządzenie wyposażone w procesor, baterię i antenę Bluetooth Low Energy. Służy do komunikacji ze smartfonami – kiedy użytkownik znajdzie się w jego zasięgu, może otrzymać informację na temat swojego położenia – obrazu, przed którym się znajduje, produktu, na który patrzy, czy swojej pozycji na mapie. Technologia jest znacznie dokładniejsza niż GPS, więc pozwala określić lokalizację w budynkach, co przedtem było praktycznie niemożliwe.

Najnowsze