Nowe 
dziennikarstwo

Jednym z ważniejszych wydarzeń na rynku mediów w ciągu ostatnich miesięcy było udostępnienie przez serwis BuzzFeed tajnego raportu przygotowanego przez zespół „New York Timesa”. Raport był drobiazgową analizą sytuacji na rynku i jednocześnie zawierał możliwe rozwiązania trudnej sytuacji, w jakiej miał się znajdować „NYT”.

Może wydarzenie to nie zostało zauważone przez szerszą publiczność, ale wśród dziennikarzy i analityków mediów wzbudziło wiele kontrowersji. Uwaga została skoncentrowana przede wszystkim na pytaniach o to, kto i dlaczego udostępnił tak pieczołowicie sporządzony raport o strategicznym znaczeniu. Wydarzenie ma znacznie większą i bardziej symboliczną wagę, niż można przypuszczać. „New York Times” to firma medialna, która po przejściu trudnego okresu może się teraz pochwalić dość stabilną sytuacją finansową. Nowy model płatności za treści, tzw. metered paywall (użytkownik po przeczytaniu 10 artykułów jest proszony o dokonanie płatności), pozwolił gazecie zrównoważyć pogłębiający się od wielu lat deficyt związany z odpływem reklamodawców. Dodatkowy strumień płatności zbilansował i zasypał dziurę. Dlaczego zatem autorzy raportu twierdzą, że jeśli „NYT” nie wprowadzi dość istotnych zmian w swojej strategii, to może się znaleźć w sytuacji krytycznej?

Bez wątpienia branża dzienników – nie tylko w USA – przespała rewolucję, która nadeszła wraz z ekspansją internetu. Darmowe treści i hipertekst doprowadziły do poważnych konsekwencji na rynku prasy. Papierowe wydania dzienników zaczęły tracić na sprzedaży, a ich wydania online nie były w stanie zasypać dziury związanej z masowym odpływem reklamodawców. Nastąpiły masowe zwolnienia dziennikarzy, a tym, którzy utrzymali swoje miejsca pracy, dramatycznie obniżono pensje.

Obserwując od wielu lat scenę mediów, byłem pewien, że masowa ekspansja blogów wywróci tradycyjne dziennikarstwo do góry nogami. I rzeczywiście niedługo trzeba było czekać, by niektórzy z blogerów mogli się pochwalić zarobkami liczonymi w milionach dolarów, a nawet zaczęli zatrudniać dziennikarzy. Pojawiło się pojęcie dziennikarstwa hybrydowego. Teraz status dziennikarza miał przypominać sytuację wielu blogerów, którzy pisali przede wszystkim z pasji, a dochody czerpali z innych źródeł. Niepokojąco wielu dziennikarzy zaczęło przechodzić do branży public relations. Jednocześnie wraz z załamaniem się dziennikarstwa pod względem finansowym obserwowaliśmy zanik tradycyjnej, opartej na pogłębionej historii narracji. Internet oparty na hipertekście spowodował, że użytkownicy nie byli w stanie skoncentrować się na dłuższych tekstach. W większości poradników dotyczących pisania do internetu autorzy postulowali pisanie krótkich, podzielonych na niewielkie akapity tekstów. Twitter sprowadził tekst do składanki co najwyżej 140 znaków, a Facebook wykreował świat krótkich filmików, obrazków i memów. Dotychczasowa forma tekstu przybrała postać ścinków i drobnych fragmentów zalewających zewsząd użytkowników. Zaczęły się pojawiać głosy, że codzienną prasę czeka koniec. Zresztą nie tylko prasę, ale również tradycyjnie rozumiany rynek książki.

Ewa Stusińska w publikacji pt. „Książka po książce” napisała: „Książka w sieci rozpuszcza się w hipertekście. Zmienia się w nieskończoną liczbę znaków, z których każdy odsyła do kolejnego. Książka traci ciało. I nie chodzi tu jedynie o materializację intertekstu ani antycypowane przez literaturę postmodernizmu eksperymenty na otwartym ciele książki: wielość początków i zakończeń, ogród o rozwidlających się ścieżkach możliwych narracji. Granice stały się płynne, a może nawet przestały istnieć” (źródło: Dwutygodnik.com, wydanie 104/2013). Obok ekspansji blogów i masowo produkowanych wpisów w serwisach społecznościowych to przede wszystkim w tym właśnie zjawisku, polegającym na rozkawałkowaniu zawartości tekstu, autor Bernard Poulet, wybitny specjalista od mediów, w swojej książce pt. „Śmierć gazet i przyszłość informacji” upatrywał ryzyko zaniku niezależnego dziennikarstwa. Z kolei Nicholas Carr w swoim eseju „Is Google Making Us Stupid?” przyznał, że przez wieloletnie korzystanie z komputera i internetu nie jest już zdolny do przeczytania żadnego dłuższego tekstu.

Czy rzeczywiście już niedługo może nastąpić koniec dziennikarstwa i zajmujących, długich historii? Kilka zjawisk i trendów, które pojawiły się stosunkowo niedawno, bo zaledwie w okresie ostatnich czterech lat, każą podać w wątpliwość te czarne prognozy.

Czy urządzenia mobilne uratują dziennikarstwo?

Pierwszym z nich było masowe upowszechnienie się urządzeń mobilnych. Dzięki nim czytanie cyfrowych treści stało się o wiele bardziej przyjemne. Trudno zaprzeczyć, że takie urządzenia jak tablet, e-czytnik czy nawet smartfon zapewniają znacznie większy komfort czytania niż komputer czy laptop. Chociaż te ostatnie również się zmieniły, na przykład pod względem rozdzielczości ekranów. W czasach Windowsa XP przeciętny 15-calowy laptop mógł się pochwalić rozdzielczością 1024×768 pikseli. Dziś jest to 1366×768 pikseli. Zmieniły się także proporcje ekranów – są bardziej panoramiczne, a to wymusza zmiany w projektowaniu interfejsów. Ale również powoduje zmianę w typografii internetowych tekstów. Teraz nie jest już konieczne stosowanie czcionek bezszeryfowych – równie dobrze sprawdzają się szeryfy. Wszystko to znacznie poprawia komfort czytania również na urządzeniach stacjonarnych.

Zrzut ekranu 2016-02-03 o 10.39.48

Okazuje się, że posiadacze urządzeń mobilnych znacznie dłużej niż ci korzystający z komputera i laptopa mogą się skupić na czytanym tekście. Wyniki badań skłoniły wielu internetowych graczy do rozpoczęcia eksperymentów z długością tekstu. Wcześniej niektórzy z blogerów odkryli, że niedługie teksty szybko przyciągają sporą liczbę użytkowników, ale to właśnie dłuższe artykuły oparte na ciekawej historii budują duże i wierne audytorium. Znane dzienniki zaczęły zatem udostępniać na swoich internetowych stronach obszerne artykuły. Niektóre z nich zawierały nawet 100 tys. znaków. Oprócz samego tekstu obfitowały w zdjęcia, filmy, animacje czy grafiki. Pojawił się zupełnie nowy format artykułów, które teraz dzięki istnieniu urządzeń mobilnych mogły być czytane przez użytkowników w znacznie bardziej komfortowych warunkach. Pierwszym był „Snow Fall” („Lawina”) opublikowany przez redakcję „New York Timesa”. „Oprawa graficzna »Lawiny« jest prosta i przejrzysta (…) utrzymana w jednowymiarowej płaskiej estetyce. Czarne litery na białym (śnieżnobiałym?) tle. Jednak historia jest tak wciągająca, że podczas czytania nie mogłam zwracać uwagi na grafikę” – przyznaje w swojej pracy pt. „Opowiadanie historii na tabletach” Saila Kiuttu, dziennikarka fińskiej agencji prasowej STT-Lehtikuva. Rok później, czyli w 2013 r., kolejny krok wykonał „Wall Street Journal”, publikując wstrząsający reportaż historyczny na temat lobotomii przeprowadzanej na amerykańskich żołnierzach, którzy wrócili po II wojnie światowej do USA. Tekst nosił tytuł „The Lobotomy Files”. Jak pisze o nim Vadim Makarenko na swoim blogu: „Opowieść jest ilustrowana profesjonalnymi materiałami wideo i zdjęciami, interaktywnymi infografikami, pożółkłymi zdjęciami z archiwów żołnierzy, reprodukcjami gazet z lat 40. oraz archiwalnych dokumentów. Można się zapoznać z instrukcjami lekarzy co do tego, jak należy postępować z żołnierzami po operacji. Co można, a czego nie można mówić im oraz w ich najbliższym otoczeniu”.

Długi tekst może też być dobrym viralem

Okazało się też, że długie, dobrze napisane, prezentujące ciekawą historię teksty mogą nie tylko wzbudzać spore zainteresowanie, ale również stać się viralem rozchodzącym się równie szybko jak memy w serwisach społecznościowych. Serwis Quartz pokusił się o oszacowanie optymalnej długości tekstu, który najlepiej będzie spełniał się w roli materiałów viralowych. Okazało się, że równie często udostępniano zarówno krótkie teksty, jak i te długie, najrzadziej zaś dzielono się artykułami składającymi się z od 500 do 800 słów.

Jednak według Annalee Newitz, amerykańskiej dziennikarki i redaktorki naczelnej bloga io9.com, popularność tekstu w serwisach społecznościowych nie zależy wyłącznie od długości, ale też od wyraźnej tezy czy przydatności informacji. Oprócz zdjęć kotów popularność mogą zdobywać też teksty poradnikowe o życiu czy nawet artykuły śledcze przedstawiające do tej pory mało znane fakty i zdarzenia. Najmniejsze szanse na sukces mają trudne naukowe artykuły, gdzie użytkownik musi dokonać sporego wysiłku, aby zidentyfikować główną intencję autora.

Nowe dziennikarstwo czy stare w nowym wydaniu?

Kawałkowanie treści musi nadal postępować, a dziennikarstwu grozi upadek? Niekoniecznie. Pojawienie się urządzeń mobilnych poprawiło komfort czytania i dobrze napisane, wciągające historie nadal przyciągają uwagę użytkowników. Trend ten nie umknął uwadze nowych graczy, którzy mimo ponurych proroctw o końcu dziennikarstwa zainwestowali spore sumy w start-upy, które swoją działalność oparły nie tylko na lekkich i przyjemnych treściach, ale również na poważnym dziennikarstwie śledczym. To właśnie, obok wspomnianego na początku serwisu BuzzFeed, takich grup witryn i aplikacji mobilnych, jak: First Look Media, Vox, Circa, Flipboard czy nowe Yahoo News, obawiał się „New York Times” w swoim raporcie, a nie serwisów społecznościowych czy blogów. Pionierem był tu The Huffington Post, serwis założony w 2005 r. przez dziennikarkę i felietonistkę Ariannę Huffington i biznesmena Kennetha Lerera. To witryna łącząca w sobie treści tworzone przez profesjonalnych dziennikarzy i blogerów – jej polskim odpowiednikiem jest założony przez Tomasza Lisa serwis NaTemat.pl.

Wśród witryn zajmujących się publikowaniem informacji, w tym również dzienników, The Huffington Post jest obecnie niekwestionowanym liderem pod względem oglądalności – jego miesięczny zasięg wynosi ponad
100 mln użytkowników. Strony „NYT” co miesiąc ogląda 40 mln internautów. Pozostałe z wymienionych serwisów nie tylko uzyskują coraz lepsze wyniki pod względem oglądalności – na przykład BuzzFeed może się pochwalić co miesiąc 60-milionowym audytorium – ale też w zdobywaniu kapitału na dalszy rozwój. Wystarczy wspomnieć, że założyciel znanego serwisu aukcyjnego eBay Pierre Omidyar zainwestował 250 mln dol. w serwis First Look Media, Vox Media pozyskał 40 mln, a Buzz Feed 50 mln dol. Bardziej w tym kontekście należy postrzegać decyzję o zakupie przez Jeffa Bezosa instytucji od historii, jaką jest „Washington Post”, niż tylko jako chęci posiadania kolejnego kanału do promocji usług sklepu Amazon.

Obok znanych serwisów na rynku pojawiają się też inne, które koncentrują się na publikowaniu ambitnych i długich artykułów. Warto wspomnieć tu o Medium – specyficznej platformie blogowej, założonej przez  Evana Williams’a i Biza Stone’a, twórców Twittera, na której m.in raz w tygodniu pojawiają się długie, pogłębione reportaże, czy też o serwisach Quartz
i Narratively. Wszystkie są zaprojektowane w piękny, minimalistyczny, skoncentrowany na tekście sposób.

Nie tylko długość się liczy

Nowe dziennikarstwo to nie tylko wzrost znaczenia długich artykułów. Zdaniem autorów raportu „New York Timesa” siła nowych serwisów wynika z doskonałego opanowania narzędzi służących do analityki internetowej. Serwisy zbierają dane nie tylko na temat tego, jakie treści budzą największe zainteresowanie, ale też o tym, jak użytkownicy poruszają się po witrynie, czy i w którym miejscu przestają czytać artykuł. Przestaje się liczyć tylko liczba odsłon – na znaczeniu zyskuje rozumienie potrzeb i wzorców zachowania użytkowników. Jak przyznał twórca serwisu BuzzFeed Jonah Peretti: „Nasz serwis to wynik wspólnej pracy projektantów, działu IT i analityków. Spędziliśmy kilka lat na badaniu efektywności rozmaitych formatów treści (list, quizów, materiałów wideo, długich i krótkich artykułów, breaking news, fotoreportaży czy poradników i tekstów analitycznych). Pozyskane umiejętności w zakresie optymalizacji i testowania to nasz główny zasób, który pozwala nam na realizację holistycznej strategii opartej na projektowaniu serwisu internetowego, aktywności w mediach społecznych czy aplikacji mobilnych”. Postępuje tak nie tylko BuzzFeed – zespoły doświadczonych analityków (tzw. data scientist) sukcesywnie budują takie znane tuzy na rynku dzienników jak „Financial Times” czy „New York Times”.

Wraz z optymalizacją i starannym dopasowaniem treści do potrzeb użytkowników zmienia się także wygląd stron, serwisów czy rozwiązań przeznaczonych na urządzenia mobilne. Ma miejsce wyraźna zmiana akcentów. Teraz to urządzenia mobilne wywierają coraz większy wpływ na to, jak będzie wyglądał serwis internetowy, a nie odwrotnie. Przykłady: niedawny redesign stron internetowych „New York Timesa”, ściśle korespondujący wyglądem ze stronami mobilnymi. Podobnych zmian dokonały tygodnik „TIME” i serwisy Mashable i Netflix.

Przyszłość dziennikarstwa – nowa jakość i płatne treści?

Nowe serwisy, które wyrosły na publikowaniu nieskomplikowanych tekstów, coraz częściej eksperymentują z poważnym dziennikarstwem. BuzzFeed pozyskał znanego dziennikarza śledczego, jakim jest Chris Humby. Kara Swisher i Walter S. Mossberg – wieloletni dziennikarze „Wall Street Journal” – założyli nowy portal o tematyce nowych technologii Re/code. Dziennikarz polityczny Ezra Klein przeszedł z „Washington Post” do grupy Vox Media, a doświadczony dziennikarz śledczy Mariusz Gierszewski dołączył do redakcji NaTemat.

Wraz z pracą nad poprawą jakości tekstów wydawnictwa prasowe wprowadzają – na razie z różnym skutkiem – opłaty za treści. Pytanie już nie brzmi: „Czy wprowadzać płatności?”, ale: „Kiedy, w jaki sposób i w jakim zakresie?”. W USA około 450 dzienników, stosując różny model paywalla, pobiera opłaty za dostęp do treści on-
line. Obok amerykańskich tytułów, takich jak: „The Wall Street Journal”, „Washington Post” czy „New York Times”, również wiele europejskich dzienników zdecydowało się wprowadzić płatności. Są to m.in.: „The Sun”, „The Telegraph”, „The Mail”, „Die Welt” czy „Bild”.

Według raportu „Digital News Report ” w 2013 r., 12 proc. amerykańskich internautów płaciło za dostęp do wersji online dzienników, niewiele więcej – 13 proc. – było ich we Francji, a wśród użytkowników internetu w Wielkiej Brytanii odsetek ten wyniósł 9 proc. Amerykańska firma badawcza Forrester prognozuje, że wydatki internautów na treści online w całej Europie mają wzrosnąć o 77 proc., ze 158 mln euro w 2013 r. do 279 mln euro w 2017 r. – głównie za sprawą tabletów i smartfonów.

Przyszłość dziennikarstwa może wcale nie być tak ponura, jak wieścili niektórzy z analityków i badaczy rynku mediów. Mimo że poziom zarobków dziennikarzy spada w porównaniu na przykład do zarobków specjalistów od public relations, to najnowsze zjawiska pozwalają stwierdzić, że na pewno nie jest to jeszcze moment, w którym należałoby głosić definitywny koniec zawodu dziennikarza.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Robert Kostka-Zawadzki

Socjolog, badacz, trendwatcher, analityk
(digital analysis) w wydawnictwie Agora. Zajmuje się nowatorskimi metodami badań rynkowych i społecznych oraz nowymi technikami analizy danych. Prowadzi badania nad markami, strategiami komunikacyjnymi związanymi z budowaniem wizerunku marki, tematyką związaną z rynkiem mediów, innowacjami i sposobami wprowadzania nowych produktów i usług na rynek. Autor bloga „Trend Scout”.

Najnowsze