Pamiętajcie o ogrodach

W cieniu
Na jednym z polskich osiedli od lat rośnie niesamowity ogród. Ciągnie się przez kilkadziesiąt metrów, pełno w nim nasadzeń i pomysłów na kształty, w które przycinane są krzewy – tak by przypominały chociażby znanego skoczka z Wisły. Uprawia go pod swoim blokiem starszy mężczyzna. Poza kwiatami i donicami gęsto tu od pracy, którą – dzień w dzień – wkłada on w utrzymanie i rozwój roślin. Oczywiście nie każdy z oddolnie tworzonych ogrodów realizowany jest w podobnej skali. Zupełnie odwrotnie – większość to stosunkowo niewielkie poletka z rabatami w oponach, ścieżką z kamyków, kilkoma drzewkami, może jakimś wiatrakiem czy figurką, zakładane w podwórkach kamienic, na obrzeżach ulic, przy stróżówkach albo przed sklepami. Wszystkie mają za to wspólny mianownik: tworzone są przez mieszkańców, często bez formalnej zgody, wsparcia oraz zainteresowania oficjalnego administratora terenu, ekspertów. Ich autorzy starają się w ten sposób przekształcić przestrzeń, w której żyją, tak aby lepiej odpowiadała ich potrzebom oraz gustom. Choć działania takie stanowią dokument ogromnej aktywności mieszkańców, realizowane są poza sztampową konwencją, to jednocześnie zwykle funkcjonują na marginesie. Ze względu na ich specyfikę pomija się je w dyskusjach oraz albumach o mieście, ignoruje zarówno w pokojach polityków, jak i magazynach lifestyle’owych, nie uwzględnia w planach projektowanych działań – także tych snutych przez ruchy miejskie. A szkoda.

fot. Bartosz Wypych, Toruń 2008
fot. Bartosz Wypych, Toruń 2008

Poza estetykę
Jednym z powodów, dla których ogrody tworzone przez mieszkańców, podobnie jak samodzielnie budowane reklamy, przestrzenie zabawy, budy czy karmniki lub agory i kluby, są konsekwentnie pomijane lub zwalczane, jest ich estetyczna odrębność. Nie przypominają one odpowiedników, które tworzone są przez profesjonalistów z wykorzystaniem specjalistycznych narzędzi oraz materiałów, wedle jakiegoś z góry określonego wzorca. Z punktu widzenia mainstreamowych gustów są brzydkie, zgrzebne albo przynajmniej dziwaczne. Koncentrując się na wyglądzie, zapominamy jednak, że to, co w tych realizacjach najwartościowsze, co decydowało o ich powstaniu, lokuje się zupełnie gdzie indziej. Pielęgnowanie zieleni staje się w nich zaledwie pretekstem do budowania więzi łączących mieszkańców z miejscem, w którym żyją, z przyrodą i przedmiotami, a także ze sobą nawzajem. Jeśli można tu mówić o projektowaniu, to ma ono charakter w głównej mierze intuicyjny oraz organiczny, a więc bazujący na tym i w twórczy sposób przerabiający to, co pod ręką, a także niezobowiązujący – plany na ogród kształtują się i zmieniają w toku codziennej pielęgnacji roślin. Między innymi dlatego proces, który prowadzi do powstawania tych realizacji, prowadzi też do oswajania przestrzeni, w której się je tworzy, buduje przekonanie, że ma się aktywny wpływ na jej kształtowanie, oraz stanowi okazję do ekspresji.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA
fot. Marek Krajewski, Poznań 2007

Wehikuły wspólnoty
Przyglądając się podobnym ogrodom, spotkać się można z sytuacjami, w których potrzeba ich tworzenia prowokuje do sąsiedzkich spotkań i wspólnego działania. Nie zawsze przebiegają one w zgodny sposób. Do pielęgnowania ogrodu z Małyszem jego twórca zużywa ogromne ilości wody, którą czerpie z kurka w piwnicy. Koszty jego utrzymania ponoszą zatem także ci z mieszkańców bloku, którzy niespecjalnie mają na to ochotę. Co więcej, ponieważ autor nasadzeń jest zdeklarowanym przeciwnikiem samochodów, kiedy tylko nadarza się ku temu okazja, obsadza nowymi roślinami kolejne obszary, zachodząc na parking. Spory towarzyszą też ogrodom zakładanym w podwórkach kamienic – wszystko jest w porządku, dopóki wszystkim chętnym starcza miejsca na realizację własnego hopla. Jeśli zaczyna go brakować, zaczynają się utarczki. Chociażby pomiędzy ogrodnikami a właścicielami psów czy osobami, które chcą półlegalnie rozbudować niewielki zakład usługowy. Budzeniu sporów towarzyszy wtedy rozbudzanie potrzeby rozmowy i negocjowania tego, co łączy, a co dzieli sąsiadów.

fot. Łukasz Romaniec, Warszawa 2008
fot. Łukasz Romaniec, Warszawa 2008

Komu brakuje odwagi?
Wątpliwy status prawny sprawia, że autorzy samozwańczych ogrodów najczęściej muszą ograniczać rozmach swoich aktywności, tak by nie zainteresować nikogo, kto posiadałby moc skutecznego występowania przeciw ich efektom. Brak troski o szersze zainteresowanie wynika także z tego, że ogrody te tworzone są przede wszystkim dla siebie lub niewielkiej grupy znajomych i sąsiadów – bez pretensji do większego rozgłosu. Zachowawczość ma jednak swoje konsekwencje. Chociażby projektując modne ostatnio miejskie ogrody, zapomina się o tym, że takie miejsca już istnieją. Tak jak istnieją ludzie, którzy dysponują wystarczającymi zdolnościami do ich tworzenia i pielęgnacji. Tym, czego brakuje, jest raczej umiejętność uważnego przyglądania się przez rozmaitych miejskich aktywistów i ekspertów efektom działań samych mieszkańców. I większej tolerancji na te z jej form, które nie mieszczą się w ramach najpowszechniejszych gustów, sposobów myślenia, trendów. Przede wszystkim zaś – odwagi, żeby czerpać z takich realizacji inspiracje i szerzej włączać ich autorów w planowane akcje. Być może udałoby się wtedy uniknąć projektów, które – posługując się zielenią jako bezpieczną i łatwą formą podnoszenia jakości miejskich przestrzeni – tworzą relatywnie tanie zapchajdziury dla przestrzeni, na którą nie bardzo jest pomysł.

Brakuje nam umiejętności uważnego przyglądania się efektom oddolnych działań mieszkańców miast. I większej tolerancji na te z ich form, które nie mieszczą się w ramach najpowszechniejszych gustów i sposobów myślenia.

Zamiast karczowania
Trudno o bardziej dosłowny obraz rewitalizacji niż ogród rozkwitający w miejscu, w którym wcześniej nic nie było. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy owo „nic” rozumie się bardzo dosłownie i to z określonego punktu widzenia. To, co puste dla ekspertów, może być przecież pełne znaczenia dla części mieszkańców. Kiedy więc nie dostrzega się praktyk, które w miejscu planowanego ogrodu znajdują swoje schronienie, jak dzikie parkowanie, wyprowadzanie psów, popijanie piwa, granie w piłkę na wyrysowanym kijem boisku, to sadząc, karczujemy wówczas część z dotychczasowych pretekstów do spotkań. Niby wysiewamy, a w rzeczywistości wyjaławiamy przestrzeń. Podporządkowujemy ją planowi, pozbawiając śladów spontanicznych aktywności. Potencjalne kontrowersje raczej się przy tej okazji ucina, niż uwzględnia w punkcie wyjścia. Niechęć lub trudność ich rozważenia uzasadniana jest zbyt często idyllicznym przekonaniem, że zieleń nikomu nie przeszkadza, że – koniec końców – wszyscy na niej tylko zyskamy. Choć więc nowe ogrody miejskie są często bardziej spektakularne, szybciej realizowane, bezpieczniejsze estetycznie i ulokowane w miejscach lepiej przyciągających uwagę, to posiadają one także ograniczoną zdolność do wytwarzania lokalnych sieci relacji społecznych na etapie ich tworzenia oraz pielęgnowania. Relacji, które charakteryzują przestrzenie zielone tworzone przez samych mieszkańców. Może więc zamiast zamawiać spychacze, konsultować projekty rekultywacji, dowozić i równać ziemię, lepiej po prostu wspierać to, co urosło oddolnie, siłą czyjejś pasji. Z koparek i znad stołów kreślarskich przerzucić się na konewki.

Niewidzialne Miasto
Samodzielnie zakładane ogrody obserwowaliśmy w większym gronie w ramach projektu „Niewidzialne Miasto”, który poświęcony jest dokumentacji i analizie spontanicznych form twórczej aktywności obecnej w przestrzeni największych polskich miast. Poza ogrodami interesowały nas także inne kategorie aktywności, jak na przykład protezy instytucji, upiększenia, agory i kluby, mobile czy architektura, z których przykładami zapoznać się można na stronie internetowej

www.niewidzialnemiasto.pl. Znajduje się na niej blisko siedem tysięcy zdjęć dodanych przez kilkuset fotografów z całej Polski. Poszczególne etapy badań, a także efekty innych działań, które im towarzyszyły, dostępne są pod adresem www.nmbadania.info. Podsumowaniem projektu jest książka „Niewidzialne miasto”, zredagowana przez Marka Krajewskiego, która ukazała się niedawno nakładem Fundacji „Bęc Zmiana”.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Najnowsze