Porażki też bywają spektakularne

Rozmawiamy z Amandą Levete, brytyjską architektką i założycielką biura architektonicznego AL_A.
Projekt MAAT – Muzeum Sztuki, Architektury i Technologii w Lizbonie

Projekt MAAT – Muzeum Sztuki, Architektury i Technologii w Lizbonie

Dzielnica Belem w Lizbonie, w której powstanie MAAT

Dzielnica Belem w Lizbonie, w której powstanie MAAT

Projekt MPavilion w Melbourne, australijskiego odpowiednika Serpentine Pavilion w Londynie

Projekt MPavilion w Melbourne, australijskiego odpowiednika Serpentine Pavilion w Londynie

Projekt wejścia do podziemnej galerii w V&A Museum

Projekt wejścia do podziemnej galerii w V&A Museum

Projekt dziedzińca V&A Museum w Londynie

Projekt dziedzińca V&A Museum w Londynie

Ultimate Responsive Image Slider Plugin Powered By Weblizar

Wykładu Amandy Levete słucham w lobby warszawskiego Wola Center, w samym centrum stale rozrastającej się dzielnicy biurowej, zaraz obok niedawno otwartej, jeszcze błyszczącej nowością stacji metra. Brytyjka jest jedną z najbardziej znanych architektek na świecie i założycielką biura architektonicznego AL_A. Jest autorką m.in. nowej stacji metra w Neapolu, którą stworzyła razem z Anishem Kapoorem i projektu strefy dla mediów na Lord’s Cricket Ground w Londynie – za który dostała nagrodę Sterlinga, nazywaną architektonicznym Noblem. Obecnie pracuje nad projektem nowego wejścia, dziedzińca i galerii wystawowych w londyńskim Victoria & Albert Museum, który zwyciężył ze 109 propozycjami z całego świata. Następny w kolejce jest projekt meczetu w Abu Dhabi. Do Warszawy Amanda przyjechała na zaproszenie Fundacji im. Stefana Kuryłowicza, z okazji prezentacji prac finalistów konkursu architektonicznego Teoria i stypendium Praktyka. Pomimo własnych dokonań i okoliczności naszego spotkania – Amanda równie chętnie, jak o sukcesach, opowiada o swoich porażkach. I podkreśla, że są bardzo ważne dla procesu twórczego architekta.

Razem ze swoim zespołem zdobyłaś sławę dzięki projektom, które wywarły duży wpływ na okoliczną przestrzeń i lokalne społeczności. Nie boisz się przełamywać architektonicznych schematów, często powtarzasz, że architektura powinna przede wszystkim służyć ludziom i że czas budynków–ikon już przeminął. Brzmi to prawie jak opis pracy społecznej, a nie sztuki. Jaka jest wobec tego rola dzisiejszego architekta?

Jeśli chodzi o budynki–ikony, powiedziałam to w kontekście projektu nowej przestrzeni w Victoria & Albert Museum autorstwa Davida Libeskinda – Spiral. Nasz projekt jest zupełnie inny, bo inna dzisiaj jest rola przestrzeni publicznych, a zwłaszcza muzeów. Nie chodzi już o budynki, które pokazują prestiż danej instytucji i onieśmielają użytkownika, ale o coś przeciwnego – o takie budynki, które zachęcają do interakcji i angażują odwiedzających. Dlatego projekt naszego autorstwa łączy muzeum V&A z Exhibition Road – ulicą, która prowadzi do muzeum z najbliższej stacji metra. Zaprojektowaliśmy dziedziniec otwarty – dosłownie i w przenośni. Jest oddzielony od ulicy tylko kolumnami, na środku znajduje się kawiarnia i zejście do nowych galerii, nad którymi powstaną szerokie podesty zachęcające do spotkań i wspólnego spędzania czasu. Chodziło nam o to, żeby przechodnie czuli, że są mile widziani w środku – o stworzenie przyjaznej przestrzeni. W tym kontekście architekci rzeczywiście mają do odegrania ważną rolę w kształtowaniu społeczeństwa i interakcji międzyludzkich, ale to nie jest tylko ich zadanie. Za projektem musi iść dobre planowanie przestrzenne, rozsądna polityka miejska i mądre władze. Inaczej nic z tego nie wyjdzie.

Z paru twoich projektów rzeczywiście nic nie wyszło. Mam na myśli zwłaszcza projekt pomnika upamiętniającego księżną Dianę, który stworzyłaś razem z artystą Anishem Kapoorem –  rzeźbę w kształcie czerwonej poduszki, uformowanej przez wodę na stawie Serpentine w Hyde Parku. Którego z niezrealizowanych projektów żałujesz najbardziej?

To jedna z moich spektakularnych porażek. Oczywiście, byłam bardzo wkurzona, że projekty nie zostały zrealizowane, ale nie żałuję żadnego pomysłu. W mojej działalności nic się nie marnuje, idee z każdego niezrealizowanego projektu zostają we mnie i korzystam z nich potem przy tworzeniu kolejnych. A nie, poczekaj. Żałuję, że nie udało się nam – mi i mojemu ówczesnemu mężowi Janowi Kaplicky’emu – zrealizować projektu muzeum na Akropolu. Muzea to duże wyzwanie, chodzi przecież o stworzenie miejsca do dialogu pomiędzy historią a współczesnością. Podobnie frustrujący był konkurs na przebudowę dziedzińca Luwru. Dzisiaj zwiedzanie Luwru to wyczerpujące doświadczenie, które nie ma nic wspólnego z przyjemnością. Chciałam, żebyszklana piramida na dziedzińcu przestała pełnić rolę wejścia do muzeum, a stała się miejscem refleksji i medytacji nad tym, co zobaczyliśmy. Francuskie jury powiedziało mi, że nie stosuję się do zasad. A przecież nie o to chodzi w architekturze! Naszym zadaniem jest testowanie granic materiałów i technologii i wymyślanie nowych zasad. A wiele z przemyśleń i pomysłów, na które wpadłam podczas pracy nad moimi spektakularnymi porażkami wykorzystałam potem w projekcie dziedzińca V&A.

Opowiadając o swoich projektach, często używasz liczby mnogiej. Proces powstawania nowych budynków składa się z wielu faz i elementów, jest w niego zaangażowanych wielu ludzi. Na ile kontrolujesz proces twórczy i na ile efekt końcowy odpowiada twojej wizji?

Każdy projekt ma swoją dynamikę. Zarówno dla projektu, jak dla architekta najlepiej jest się jej poddać. Zaczynamy – my jako zespół architektoniczny, bo nie pracuję sama – z bardzo mocną, konceptualną wizją projektu, ale często nie jesteśmy pewni, w jaki sposób najlepiej ją zrealizować. W projektowaniu bardzo ważne jest, żeby zachować otwartą głowę. Nigdy nie wiadomo, jak wyewoluuje początkowa idea. Wizja architektury jako rysunków mistrza jest bardzo przestarzała. Do wybudowania czegoś nowego potrzeba wielu ludzi z wiedzą w bardzo różnych dziedzinach. „My” jako zespół architektoniczny pełnimy rolę łączników – znajdujemy ludzi z wyjątkową wiedzą i umiejętnościami, które dzięki użyciu odpowiedniej technologii mogą zostać właściwie wykorzystane i docenione. Udało nam się to zrobić przy pracy nad Muzeum Sztuki, Architektury i Technologii w Lizbonie, gdzie korzystając tradycji portugalskich azulejos, użyliśmy trójwymiarowych płytek ceramicznych stworzonych w warsztacie pod Lizboną przez miejscowych rzemieślników.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Zobacz też

Najnowsze