Spekulatywne komponowanie

Dyrektor muzyczny Teatru Nowego w Warszawie Paweł Mykietyn o czasie w muzyce, jej asemantyczności, pięknie i fascynacji mikrotonami.

Czym jest dla Pana czas?
Paweł Mykietyn: Chyba łatwiej zdefiniować przestrzeń niż czas. To jest bardzo niepokojące pytanie, tak jak niepokojący jest sam czas. W muzyce to jeden z podstawowych parametrów. Gdyby go zredukować do najprostszego sensu, to byłby wysokością dźwięku trwającą w czasie.

Czyli muzyka bez czasu nie istnieje?
Sądzę, że nie. Nawet w tak radykalnym utworze jak „4,33” Cage był w stanie zrezygnować z dźwięku, ale nie z czasu. Jakby chcieć sobie wyobrazić odwrotną sytuację, czyli dźwięk poza czasem, to mielibyśmy do czynienia z czysto konceptualnym utworem kwantowym.

Czas, który nie jest wypełniony treścią, taki czas sam w sobie, wydaje się i nudny, i na swój sposób przerażający. Czy interesuje Pana nuda jako tworzywo artystyczne?
W młodości miałem doświadczenia z różnymi wspomagaczami. Któregoś razu miałem wrażenie, że dotykam nieskończoności. To dla mnie jedno z najbardziej przerażających wspomnień.  Do dzisiaj wiąże się z tym duży lęk.

Czego dotyczy ten strach?
Że nasza świadomość będzie istnieć wiecznie. I niekoniecznie chodzi o religię, bo to wcale nie musi zakładać istnienia Boga. Jest taki narkotyk DMT, który powoduje, że kilkuminutowy odlot wydaje się trwać latami. Podobno w momencie śmierci nasz mózg wytwarza ogromne dawki tego narkotyku. I to wydaje się  koszmarem.

Z tym jest związane poczucie pustego, nieskończonego trwania?
Myślę, że tak.

A muzyka jest środkiem na ogarnianie czasu poprzez rytmizację?
Kiedyś posługiwałem się w komponowaniu procedurami arytmetycznymi. W pewnym momencie zacząłem też stosować ciągi geometryczne. W 3 na 13 stworzyłem na ich bazie rodzaj czasowego wiru, czy leja. Chodziło mi o zakrzywienie linii czasu. Później stosowałem takie zabiegi jak permanentne accelerando lub ritardando, przez co puls utworu ulegał ciągłemu przyspieszeniu czy spowolnieniu na odcinku kilku minut. To także sposób na krzywienie prostej linii czasu.

Duży wpływ na Pana kompozycje miało myślenie filmowe?
To, co zrobiłem w Pasji wg św. Marka albo II Symfonii, mocno odsyła do filmowego myślenia. Szczególnie w Pasji to słychać. Choćby pomysł opowiedzenia historii w odwrotnym kierunku. Albo na przykład na początku czwartej części są momenty, które naśladują zabieg wycięcia szeregu klatek z obrazu filmowego. Poprzez usunięcie kilku taktów z progresji harmonicznej można uzyskać efekt charakterystyczny dla montażu filmowego, czyli wycięcia szeregu klatek w sekwencji. Żeby taki zabieg był czytelny, muzyka nie może być amorficzna. We wspomnianym fragmencie Pasji powtarzany jest stały motyw melodyczny. Za którymś razem jest krótszy i dlatego możemy odnieść wrażenie, że czegoś jakby brakuje. Pamiętam taki film Woody’ego Allena, gdzie on odchodzi i z klatki na klatkę jest nagle o 30 metrów dalej.

We wcześniejszych kompozycjach było słychać w Pana muzyce zbieżność z estetyką Pawła Szymańskiego, czyli mocną predylekcję do muzyki barokowej, natomiast w Pasji pozwolił Pan przemówić różnym idiomom muzycznym, nie tylko barokowym, ale też muzyce pop. Interesuje Pana przełamywanie podziału na idiom poważny i popularny?
To nie jest w tej kompozycji istotne. Najważniejszym zadaniem, jakie sobie postawiłem w Pasji, było podsumowanie kilkuletniego doświadczenia z harmoniką mikrotonową. Muzyka europejska od stuleci oparta jest na tak zwanym stroju równomiernie temperowanym, czyli podziale oktawy na 12 półtonów. Natomiast mikrotonowość to jakby włożyć pomiędzy klawisze na fortepianie dodatkowe. Jeśli w harmonice ćwierćtonowej mamy w oktawie 24, a nie 12 wysokości, to statystyczna liczba możliwych połączeń dźwięków wzrasta diametralnie. Aby posługiwać się ćwierćtonami, musiałem stworzyć odpowiednie metody tworzenia współbrzmień i następstw dźwięków, a także znaleźć sposoby wykonywania tej muzyki, do której klasyczne instrumenty europejskie nie są przystosowane. Poza tym nie jest to naturalne środowisko dla muzyków.

A co dają słuchaczowi ćwierćtony?
Mnie najbardziej interesowało budowanie nowych współbrzmień. Myślę, że słuchacz dostaje nową jakość brzmieniową. W muzyce tonalnej mieliśmy tonacje durowe i molowe. W bardzo dużym uproszczeniu można powiedzieć, że pierwsze wywoływały uczucia radosne, natomiast drugie uczucie smutku. A przecież różnica pomiędzy jednym a drugim polega na przesunięciu jednego dźwięku w akordzie o półton. Jeśli damy teraz zamiast tego dźwięku ćwierćton, to nie będziemy mieli ani durowego, ani molowego akordu, i powstaje nowa, czysto zmysłowa jakość. Bardzo lubię spekulatywnie traktować komponowanie, ale w przypadku mikrotonów najbardziej pociąga mnie wartość brzmieniowa. Przed okresem mikrotonowym posługiwałem się właśnie harmoniką dur-moll. W pewnym momencie miałem wrażenie, że obracam się wokół własnego ogona. Ten moment miał miejsce jakieś dziesięć lat temu. Wtedy zaczęła się fascynacja mikrotonami.

Ma Pan poczucie, że znalazł formułę komponowania na całe życie?
Nigdy takiego poczucia nie miałem. Nie jestem kompozytorem, który miałby taki całościowy pomysł na siebie. Ostatnio napisałem utwór na wałki woskowe, czyli najstarsze nośniki dźwięku, którym towarzyszy fortepian. Najpierw zrealizowałem ścieżkę elektroniczną, którą potem utrwaliliśmy na tych wałkach. Chodziło o użycie tego anachronicznego nośnika dźwięku do utrwalenia na nim muzyki, która nie mogła istnieć w czasach, kiedy Edisonowskie fonografy były w użyciu. Syntetyczne, elektroniczne dźwięki przetransferowane na wałki woskowe zostały w ten sposób zhumanizowane.

Czy potrzebuje Pan impulsów z zewnątrz do tworzenia, czy sam tworzy te impulsy poprzez samodyscyplinę. Karlheinz Stockhausen miał pomysł na kilkadziesiąt lat swojego życia. Wymyślił, że najpierw będzie zakomponowywał tydzień, później dzień, później godzinę i minutę.
W czasie uroczystości wręczenia Nagrody Nobla Szymborska, odpowiadając na pytanie o pracę poety, powiedziała, że to polega na leżeniu i czekaniu na pomysł.

To kiedy przychodzą Panu pomysły do głowy? Ma Pan jakieś swoje sposoby na ich wywoływanie?
Gdybym miał takie metody, tobym był szczęśliwym człowiekiem. Często mam kryzysy i wtedy nic mi nie przychodzi do głowy.

Wierzy Pan w piękno?
Oczywiście, że tak.

Ale historycznie ta kategoria straciła w sztuce na ważności.
Zamiast słowa piękno, możemy użyć słowa siła.

I coś to zmienia czy to tylko gra słowna?
Dla mnie to gra słowna.

Helmut Lachenmann powiedział kiedyś, że piękno dla niego to raczej zmarszczki starej kobiety niż młoda, atrakcyjna dziewczyna. Interesuje Pana szukanie piękna w tym, co brzydkie?
To jest tendencja, która istnieje w sztuce dość długo. Piotr Anderszewski powiedział z kolei, że wtedy osiąga się mistrzostwo w grze na instrumencie, kiedy słuchacz ma wrażenie, że pianista siada i improwizuje. Myślę, że można to rozszerzyć także na proces twórczy.

Czy czułby Pan dyskomfort, wiedząc, że Pana muzyki słucha, doznając olśnień estetycznych, ktoś, kto jako człowiek budzi Pana przerażenie?
Jako kompozytor nie mam wpływu na to, kto będzie słuchał moich utworów. Nie piszę z myślą o konkretnym odbiorcy. Nie da się tak pisać, żeby ona rezonowała tylko w tych umysłach, które ja sobie wybiorę.

Czy zatem muzyka jest immoralna?
Na pewno jest asemantyczna. Można robić takie rzeczy jak Cornelius Cardew i angażować się w ruch robotniczy, ale ja myślę, że muzyka nie może być zaangażowana społecznie, bo jest zupełnie asemantyczna. Zaangażowanie można tylko osiągnąć przez odpowiedni dobór tekstu czy tytuł utworu. Natomiast sam dźwięk jest czymś abstrakcyjnym. Oczywiście muzyka może być użyta w złych intencjach, ale myślę również, że zakaz wykonywania Wagnera w Izraelu nie wynikał z samej zawartości partytury „Śpiewaków norymberskich”.

A kogo zabija Pan lub zabijał jako ojcobójca?
Jak powiedzieli hipisi, nie słuchaj ludzi po trzydziestce. Myślę, że zdanie to nie jest całkowicie pozbawione sensu. Każda sztuka musi zawierać w sobie pierwiastek buntu. Jestem już po czterdziestce i czuję, że mój umysł nie jest już najświeższy. Po kilku latach odpoczynku chcę wrócić do mikrotonów.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Najnowsze