Super salon

Koniec z nadbagażem i upychaniem w walizkach ukochanych magazynów i albumów. Od niedawna wszystko, co taszczyliśmy z zagranicznych wojaży, mamy na wyciągnięcie ręki w samym centrum Warszawy – w maleńkiej księgarni Super Salon.

Super Salon nie jest waszym księgarskim debiutem. Wcześniej działaliście na Mińskiej.
Krzysztof Kowalski: Tak. To właśnie tam zrodził się pomysł na księgarską działalność i tam przez pół roku się mieściliśmy. Stamtąd przyszła też po części nazwa, bo na początku mieściliśmy się w salonie mieszkania zaadaptowanego na księgarnię. Super Salon to też tytuł nadawany najlepszemu salonowi kosmetycznemu w Polsce, a że oficjalnie działamy jako Salon Urody, nazwa wydawała się idealna. Często wyjeżdżałem na targi księgarskie, fotograficzne, jak Paris Photo czy Offprint. Na początku myślałem o miejscu przede wszystkim z artbookami, ale zauważyłem, jak dynamicznie rozwija się rynek prasy o tematyce kulturalnej: sztuka, design, fotografia, moda, erotyka, architektura czy kuchnia. Zaczęło się pojawiać coraz więcej magazynów projektowanych niczym książki, grubych, pięknie wydanych. Jednocześnie nie było w Polsce miejsca, gdzie można by je kupić.

Ala Gabillaud: Nazwa konotuje z salonami prasowymi. Nasz, w przeciwieństwie do tych dużych, pełen jest wyselekcjonowanych, niedostępnych gdzie indziej pozycji. Na Mińskiej trudniej nam było dotrzeć do szerszej grupy odbiorców, dlatego szukaliśmy lokalu w centrum miasta. Udało nam się wygrać jeden z profilowanych przetargów miejskich dla księgarń i antykwariatów, związanych z akcją „Po książki na Chmielną” – stąd nasza przeprowadzka.

Futu_001

Tego typu prasa to dobro luksusowe. Jak wielu ma odbiorców?
K.K.: Wydaje nam się, że osób z podobnymi zainteresowaniami jak my jest wielu. Pierwszy tydzień na Chmielnej tylko to potwierdza. Odbiór jest bardzo dobry. Publikacje są zróżnicowane cenowo. Jednocześnie ze sklepem na Chmielnej ruszył sklep internetowy. To zdecydowanie zwiększa zasięg naszej działalności i pozwala dotrzeć z inicjatywą poza Warszawę i Polskę. Chcemy też promować najlepsze rodzime druki, dlatego zdecydowaliśmy się prowadzić stronę
i facebooka także po angielsku.

Macie imponujący wybór tytułów. Które magazyny sprzedają się najczęściej?
K.K.: Na razie wybory są mało odważne. Klienci sięgają głównie po rzeczy, które już znają. Dobrze sprzedają się wszystkie polskie propozycje. Lubimy krajowe magazyny, choć wciąż jest ich mało.

Staramy się też ściągać coraz nowsze pozycje z zagranicy, inspirować, wychodzić naprzeciw oczekiwaniom, mieć najlepsze tytuły z całego świata.

Sami macie czas na czytanie tych wszystkich propozycji?
K.K.: Coraz mniej. Z racji naszej pracy i studiów podglądamy kampanie reklamowe, sesje zdjęciowe. Jest wiele magazynów, które lubię przeglądać, np. „032c” – gusta redaktorów idealnie pokrywają się z moimi, poza tym „Romka” czy „Travel Almanac”, który cenię również ze względu na poręczność i ciekawe wywiady, idealne do pociągu czy samolotu. Razem z Alą uwielbiamy „Self Service”.

A.G.: Moim faworytem jest „Garagisme”. Ma doskonały skład i w oryginalny sposób podchodzi do tematu motoryzacji. Cenię też „The Gentlewoman” i „Fantastic Mana” za ich odmienne, minimalistyczne podejście do mody.

Staramy się ściągać coraz nowsze pozycje z zagranicy, chcemy mieć najlepsze tytuły z całego świata.

Prócz sprzedaży magazynów organizujecie również dyskusje i premiery wydawnicze.
K.K.: Już na Mińskiej odbywały się tego typu wydarzenia. Dysponowaliśmy nieco większą przestrzenią, stąd wystawy, premiery magazynów „Shoppinghour” czy „Zwykłego Życia”, warsztaty
8hbooks. Ale tu również planujemy spotkania autorskie czy warsztaty z artystami. Przestrzeń jest do tego przygotowana, wszystko jest ruchome, więc w każdej chwili możemy inaczej ją zaaranżować.

A.G.: Chcemy też organizować małe wystawy. Planujemy prezentacje Krzysztofa Łukasika, Kuby Jezierskiego, Kasi Iwańskiej czy premiery kolejnych numerów magazynów z naszych półek.

Uda wam się oprzeć konkurencji?
A.G.: Wydaje nam się, że tak. Ciężko się porównywać, bo my inwestujemy w tytuły, które konkurencja uznaje za nierentowne i w ogóle nie chce ich ściągać.

K.K.: Niektóre publikacje trudno sprowadzić, szczególnie spoza Europy. Mimo to udaje się nam sukcesywnie poszerzać ofertę o nowości. Jako pierwsi ściągnęliśmy do Polski photobooki MACK, Etudes Books i Roba Hornstry. Szukamy perełek takich jak ziny studia graficznego Catalogue czy magazyny „Hello Mr.”, „Noble Rot”, „Der Greif”, „Perdiz”. Niedługo pojawią się  takie tytuły jak „PIN-UP”, „Mood” czy „Extra Extra”. Jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie ze strony naszych klientów. Sprowadzamy tytuły na życzenie, pomagamy w budowaniu prywatnej kolekcji. Jeśli ktoś interesuje się konkretnym tematem, staramy się wyszukiwać dla niego nieoczywiste tytuły. Indywidualne podejście i doskonała znajomość tematu – tym chcemy się wyróżniać.

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Najnowsze