Świeże powietrze

Życie upływa nam pomiędzy pierwszym a ostatnim oddechem. Zwykle zapominamy jednak o oddychaniu. Przypominamy sobie o nim dopiero w sytuacji niewydolności lub na kursach świadomego oddechu. W ten sposób życie mija nam na procesie, o którym myślimy tylko doraźnie – szczęśliwie nie zastanawiając się nad zagrożeniami, które ze sobą niesie.

W ostatnich latach zauważamy jednak szczególne zainteresowanie tematem świeżego powietrza, które stało się wyzwaniem dla niemal wszystkich dyscyplin projektowania. Wystarczy spojrzeć na finałowe propozycje konkursu Electrolux Design Lab – w ścisłej czołówce od lat brylują odświeżacze, takie jak np. UrbanCONE Michała Pośpiecha (2014) – inspirowany mechaniką meduzy falujący obiekt, który może towarzyszyć nam zarówno w domu, jak i w przestrzeni miejskiej. Ostatnia edycja konkursu wydaje się symptomatyczna dla tematyki powietrza. Aż dwa spośród nagrodzonych projektów oczyszczają powietrze z toksyn niejako przy okazji, jako poszerzenie podstawowej funkcji – transportu niemowlęcia lub też zabawy z hula-hoop. W takim łączeniu zadań tkwi dużo możliwości dla przyszłości projektowania. Redukujemy skutki konsumpcji, tworząc produkty wielofunkcyjne, które będą działać zarówno w przypadku ich użytkowania, jak i przechowywania. Marzeniem byłaby popielniczka, która redukuje negatywne skutki biernego palenia papierosów. Tę funkcję powinny mieć wbudowane właściwie wszystkie obiekty codziennego użytku – bo sprawa jest paląca.

Jak donosi Polski Alarm Smogowy, w Polsce mamy najbardziej zanieczyszczone powietrze wśród krajów Unii Europejskiej. Rocznie benzo[a]piren zabija około 45 tys. obywateli cierpiących na choroby wywołane tą substancją. To tak jakby nie paląc w ogóle, palili tysiące papierosów rocznie, wdychając powietrze podczas spacerów lub w drodze do pracy. W Polsce wiosna kojarzy się ze świeżością. To głównie dlatego, że kończy się sezon grzewczy – a to właśnie ocieplanie domów jest najbardziej brzemienne w skutkach dla naszych płuc. Na południu kraju palenie byle czym w piecach jest główną przyczyną smogu. Inaczej w stolicy, gdzie najważniejszym czynnikiem zanieczyszczającym atmosferę jest transport miejski. Dobra wiadomość jest za to taka, że motoryzacja jest jedyną dziedziną masowej produkcji, w której temat zanieczyszczenia powietrza ma szansę na pozytywną zmianę.

Globalny transport oraz związane z nim instytucje i organizacje stają się bowiem polem aktywności ekologów, polityków i ekonomistów. Na naszych oczach te różne sfery zaczynają się mieszać w bezprecedensowy sposób. Przyszłością gospodarki, która przecież najmocniej oddziałuje na politykę, są rozwiązania zrównoważone, co skutecznie rozgrywają środowiska ekologiczne – na swój sposób również politycznie. Takie rozwiązania, alternatywne dla tradycyjnej konsumpcji, określane są jako optymalizacja. Co ciekawe, słowo to do tej pory zarezerwowane było dla języka korporacji i nie miało tak subwersywnego znaczenia. Z jednej strony, wciąż używane jest głównie w kontekście masowej, zorganizowanej produkcji, z drugiej jednak – jest wyzwaniem rzuconym codzienności i redukcji negatywnych skutków naszej konsumpcji. To jakościowa zmiana myślenia, choć wciąż zauważalna tylko w wąskiej grupie społecznej. Ta zmiana przypomina różnicę między głodówką a zmianą nawyków żywienia. Nie ze wszystkiego potrafimy zrezygnować, ale wiele zachowań potrafimy zoptymalizować. Ma to zresztą wymierne efekty, a przyczyną zmiany w dużej mierze jest ciekawość i dobrze pomyślana wydajność. W Polsce w dziedzinie motoryzacji jej wynikiem jest np. popularność tzw. ecodrivingu, który staje się standardem nauki jazdy. Chodzi w nim o redukcję spalania paliwa, co wpływa pozytywnie zarówno na powietrze, jak i na naszą prywatną kieszeń. Znacie lepsze, przemawiające do mas, połączenie ekologii i ekonomii?

Na obwolucie książki We wstecznym lusterku Łukasza Wojciechowskiego czytamy, że „wraz ze wzrastającą świadomością ekologiczną, popularnością rowerów i decyzyjności kierowców kult samochodu dobiega końca”. Czyż nie jest to – w obliczu najnowszej decyzji administracji Obamy, która przeznacza prawie 4 mld dol. na rozwój technologii samochodów bezzałogowych – przedwczesna diagnoza? Przyszłość zdaje się należeć do motoryzacji, która wciąż będzie wpływać na rozwój technologii, kreślić nasze psychologiczne granice, upowszechniać tzw. ekonomię dzielenia. I oby tylko politycy, przyjeżdżając na światowe szczyty klimatyczne, jak ten ostatni w Paryżu w 2015 r., wybierali limuzyny mniej trujące dla naszego ekosystemu.

zdj. Allen Watkin, Creative Commons

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Materiał powstał we współpracy ze studiem Juice.

Zobacz też

Najnowsze