Szanse i zagrożenia

Zrzut ekranu 2016-02-02 o 12.29.03

Internet rzeczy stworzy zupełnie odmienny świat od tego, który obecnie znamy. Przedmioty czy rozmaite urządzenia przestaną funkcjonować jako wyizolowane w przestrzeni obiekty, które od czasu do czasu wchodziły ze sobą w relacje – czasem krótsze, a czasem trwalsze, nie zawsze zresztą bezkolizyjne (tzw. złośliwość rzeczy martwych).

Wkrótce przedmioty zbudują własną, niezależną rzeczywistość
– można powiedzieć, że ożyją. Sieć relacji, którą zbudował między ludźmi internet, stanie się zaledwie jedną z wielu cyberprzestrzeni, wcale już nie największą. Ta pierwsza zostanie wchłonięta jako kolejny element przez znacznie obszerniejszą całość, na którą będą się składały przedmioty, urządzenia i ludzie. 

Uważa się, że obecnie w internecie funkcjonuje ponad dziewięć miliardów urządzeń, a analitycy firmy McKinsey prognozują, że w ciągu następnych dziesięciu lat liczba ta wzrośnie do pięćdziesięciu miliardów. Szacuje się, że wyłaniająca się branża internetu przedmiotów (Machine-to-Machine Market) jest warta 70 mld dol., a w 2017 roku jej wartość ma wzrosnąć do 290 mld dol. Jeśli wziąć pod uwagę sumę wszystkich dochodów ze sprzedaży podłączonych urządzeń i usług i wartość rynków, które dzięki nim będą mogły powstać (Connected Life Market Revenue),
to wartość ekonomiczna internetu przedmiotów może wynieść nawet od 2,7 do 6,2 bln dol. 

Nie chodzi tylko o tempo wzrostu, z jakim kolejne urządzenia będą włączane do sieci. Internet rzeczy stanowi zaledwie jedną z kilkunastu różnych technologii zakłócających (Disruptive Technologies), wśród których wymienia się internet mobilny, technologię druku 3D, automatyzację pracy opartej na wiedzy, nową genetykę i robotykę, pojazdy automatyczne, nanotechnologie czy nowe źródła energii. Każda taka technologia charakteryzuje się nie tylko dynamicznym wzrostem innowacyjności i złożoności, ale niesie też ze sobą bardzo duży potencjał ekonomiczny, w szerokim zakresie wpływa na rozmaite dziedziny życia, a przede wszystkim ma potężny „destrukcyjny wpływ” na gospodarkę, powodując zanik całych branż czy zawodów. Każda z tych technologii wchodzi w relacje z kolejną, powodując tzw. pętle pozytywnego sprzężenia zwrotnego. Tworzy to samowzmacniający się proces. Każda nowa, nawet niewielka innowacja zaczyna tworzyć efekt lawiny: sukces rodzi sukces, a porażka – porażkę, mocni zazwyczaj stają się coraz mocniejsi, a słabi – coraz słabsi. Wzrost lub rozpad postępuje coraz szybciej.

Termin „internet rzeczy” (Internet of Things
– IoT) pierwszy raz został użyty w 1999 roku przez Kevina Ashtona, jednego ze współtwórców globalnego systemu RFID (radio frequency identification) i innych czujników pozwalających na identyfikację i współpracę rozmaitych urządzeń i przedmiotów.

Internet rzeczy tworzą przedmioty, urządzenia, które nie tylko są wykorzystywane przez ludzi w charakterze mediów i pośredników wymiany informacji (jak np. smartfony czy wearables devices), lecz także same zaczynają wchodzić z sobą w relacje, coraz częściej niezależnie i poza ludzką świadomością. Można mówić o trzech typach takich relacji. Po pierwsze, przedmioty czy urządzenia mogą dostarczać dane innym urządzeniom (np. proste dane dotyczące lokalizacji), dokonywać agregacji i analiz danych czy podejmować działania na bazie dostarczonych i przetworzonych informacji. A zatem internet rzeczy to nie tylko monitoring i analiza, ale też podejmowanie konkretnych działań następujących natychmiast po dokonaniu pomiarów. Mogą to być niewielkie usprawnienia, ale równie dobrze zmiana zasad, według których funkcjonują określone systemy urządzeń. To nie tylko zautomatyzowane gaszenie pożaru, ale też np. dostarczenie informacji zebranych na bazie monitorowania ruchu ulicznego w celu minimalizowania zatorów komunikacyjnych.

Mamy tu do czynienia z rzeczywistością mającą potencjał nie tylko do utrzymywania homeostazy i permanentnej kontroli, ale też do kreowania zmian. Internet rzeczy niesie z sobą potencjał nie tylko wzrostu produktywności przy jednoczesnym sukcesywnym spadku kosztów tejże produktywności, ale jednocześnie stwarza pole do tworzenia nowych produktów i usług. Mówiąc o przedmiotach czy urządzeniach, mamy na myśli pojazdy służące do transportu, infrastrukturę wodociągową, przedmioty codziennego użytku, jak np. urządzenia AGD czy skomplikowane maszyny, sprzęt medyczny i diagnostyczny, implanty, rozruszniki serca, protezy, sieci energetyczne, zarządzanie ruchem ulicznym, monitoring i kontrolę dystrybucji produktów, drony czy w końcu nadzór policyjny i więzienny. 

Dowolne urządzenie już teraz może zostać – po większej lub mniejszej modyfikacji
– podłączone do globalnej sieci. Wykorzystuje się tu różne technologie i rozwiązania: od tych stosunkowo najprostszych, jak czujniki służące do identyfikacji radiowej (RFID), do tych wykorzystujących znacznie nowsze technologie, takie jak MEMS (Micro Electro-Mechanical Systems – określenie dotyczy zintegrowanych układów elektromechanicznych, w których co najmniej jeden wymiar szczególny znajduje się w skali mikro, czyli od 0,1 do 100 μm). Umieszczenie bardzo zaawansowanych czujników jest możliwe praktycznie w każdym obiekcie – również w ludzkim ciele. Przez to, że te ostatnie są zbudowane w oparciu o półprzewodniki, ich koszt stopniowo maleje. Dzięki takiej technologii już dziś niektóre firmy mogą śledzić w czasie rzeczywistym setki tysięcy czy nawet miliony przedmiotów. Wymaga to oczywiście coraz większych i bardziej skomplikowanych umiejętności analitycznych.

Nowy wspaniały świat rzeczy

Jedno z najbardziej obiecujących zastosowań internetu rzeczy dotyczy opieki zdrowotnej i sektora publicznego. Zdalny monitoring stanu zdrowia i jednoczesna diagnoza może spowodować istotny wzrost jakości życia osób, które cierpią na choroby przewlekłe. Internet rzeczy nie tylko ułatwi im życie, ale jednocześnie zminimalizuje koszty opieki zdrowotnej.

Z kolei zdolność do monitorowania i kontrolowania sieci energetycznych i systemów wodnych może mieć istotny wpływ na oszczędność energii, ograniczenie emisji gazów cieplarnianych i zużycie wody. Podobnie automatyzacja takich czynności jak segregacja i wywóz śmieci może spowodować, że staną się one bardziej wydajne i mniej kosztowne. 

W takich amerykańskich miastach jak
Cleveland i Cincinnati w Ohio został wprowadzony system nadzoru i monitorowania wywozu i recyklingu śmieci. Każde z gospodarstw domowych zostało wyposażone w pojemniki na śmieci z załączonymi znacznikami RFID, które pozwalają kontrolować to, jak mieszkańcy segregują odpady. Na podstawie uzyskanych danych Cleveland obniżyło koszty związane z wywozem śmieci o 13 proc. Oba miasta również wprowadziły programy typu „pay as you throw”, które wymusiły na mieszkańcach optymalizację ilości wyrzucanych śmieci. Dzięki temu w Cincinnati objętość odpadów spadła o 17 proc., wielkość recyklingu zaś wzrosła o 49 proc.

Wykorzystanie technologii opartych na internecie rzeczy w końcu prowadzi do powstania tzw. inteligentnych miast (Smart City). Tuluza we Francji jest stosunkowo niedużym miastem (ok. 700 tys. mieszkańców), a posiada dwie w pełni zautomatyzowane linie metra, które obsługują mieszkańców praktycznie bez potrzeby zatrudniania personelu. Poza tym w mieście funkcjonuje gęsta sieć miejskich, darmowych i w pełni zautomatyzowanych (samooczyszczających się) toalet. Z kolei w Singapurze działa system, który pozwala automatycznie uzależniać ceny wjazdu do miasta od typu pojazdu, a także wskazuje kierowcom, w której części miasta powinni zaparkować. Miasto wprowadziło go już w 1975 roku i mimo że na początku nie był doskonały – przy wjeździe do miasta tworzyły się korki – to zmniejszył ruch w mieście o 45 proc. 

Nie wszystko będzie takie piękne 

Internet rzeczy to kolejny przykład na to, w jaki sposób technologia zaczyna pełnić rolę niańki dla ludzkich ułomności, takich jak rozkojarzenie czy brak koncentracji uwagi, coraz częściej wyręczając nas w wielu codziennych obowiązkach. Niedługo nie będziemy musieli pamiętać o tym, aby wydrukować potrzebne dokumenty przed udaniem się na ważne spotkanie – dzięki geolokalizacji zostaną wydrukowane kilka sekund po tym, jak się pojawimy na miejscu.

Jak twierdzi Patrick Tucker, autor książki pt. „The Naked Future: What Happens In a World That Anticipates Your Every Move?”: „Gdy koszt gromadzenia informacji na temat praktycznie każdej interakcji spadnie do zera, zaczniemy zupełnie inaczej postrzegać korzyści płynące z naszej działalności w kontekście aktywności innych. Całkowicie zmieni to sposób, w jaki zaczniemy się odnosić do siebie nawzajem, do instytucji, czy to, w jaki sposób będziemy traktować samą przyszłość”.

Nie ulega wątpliwości, że świat, który powstanie, nie będzie miał tylko samych zalet. Technologie wykorzystujące internet przedmiotów będą coraz silniej wpływać na naszą prywatność, bezpieczeństwo, nie mówiąc już o być może bardzo bolesnych zmianach na rynku pracy, w sposobach zarządzania firmami czy instytucjami. Kto tak naprawdę będzie sprawował władzę, gdzie będzie ona ulokowana? Jak będziemy rozumieć wolność, zaufanie, jak będzie traktowana praca fizyczna i czy w ogóle będzie potrzebna? David Rotman w tekście pt. „How Technology Is Destroying Jobs” zamieścił wstrząsające dane: od końca lat 70. XX w. wzrost wartości PKB Stanów Zjednoczonych coraz słabiej wpływa na wzrost poziomu dochodów, jakie ma do dyspozycji przeciętne gospodarstwo domowe, czy dostępną liczbę miejsc pracy. Oznacza to, że gospodarka amerykańska, aby mogła się dynamicznie rozwijać, nie potrzebuje już tylu pracowników co kiedyś. Bardzo szybko może się okazać, że praca hydraulików, elektryków, nocnych stróżów czy mechaników stanie się zbędna.

Na poważne ryzyko zostaną wystawione szpitale wyposażone w urządzenia diagnostyczne, funkcjonujące w coraz bardziej złożonych sieciach. Jak będą chronione przed atakiem rozmaitych cyfrowych terrorystów czy hakerów? Dane uzyskane na bazie monitoringu mogą zacząć być nadużywane do stworzenia większej kontroli czy wręcz segregacji obywateli. 

Czy czasem, poszukując coraz większej wygody i optymalizacji kosztów, nagle nie zbudujemy świata, w którym dotychczasowe zasady życia społecznego oparte na przyjaźni, zaufaniu czy poszanowaniu wolności stracą zupełnie na znaczeniu? Czy nasze społeczeństwa w pewnym momencie nie zaczną bardziej przypominać cyfrowych mrowisk regulowanych za pomocą sensorów niż tradycyjnej kontroli społecznej?

Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone
Udostępnij
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Robert Kostka-Zawadzki:

Socjolog, badacz, trendwatcher, analityk
(digital analysis) w wydawnictwie Agora. Zajmuje się nowatorskimi metodami badań rynkowych i społecznych oraz nowymi technikami analizy danych. Prowadzi badania nad markami, strategiami komunikacyjnymi związanymi z budowaniem wizerunku marki, tematyką związaną z rynkiem mediów, innowacjami i sposobami wprowadzania nowych produktów i usług na rynek. Autor bloga „Trend Scout”.

Najnowsze